Na wypasie czyli: BYK W GALOPIE
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG

Beskid Żywiecki - nocka na Babiej - czerwiec 2009

Statystyki
Max wysokość
Przewyższenia
Ilość km
Babia Góra
​1725m
+/- 1230m
19km

Relacja
Nadszedł czas na zaplanowany nocny wypad na Babią Górę. Po nieudanym wschodzie słońca na Baraniej nasze oczekiwania były bardzo wysokie. Ponadto podbudowywała nas prognoza pogody, w której zapowiadano brak jakichkolwiek zachmurzeń przez najbliższą dobę.
A więc było nas dwóch – ja i mój kumpel Marcin. Wyruszyliśmy jego wozem około godziny 21:30. Lekko po północy zameldowaliśmy się w Zawoi Markowe. Na parkingu uzbroiliśmy się w pełny rynsztunek i w drogę. Pogoda zapowiadała się przepięknie. Wokół cały rój gwiazd, zero ludzi i 8 stopni Celsjusza.
Zielony szlak pod schronisko na Markowych Szczawinach przeleciał nam bardzo sprawnie. Tam omijając plac budowy zarządziliśmy pierwszy popas na "zachęcającym" obalonym drzewie. Powiem tyle – to był najszybszy posiłek jaki dotychczas skonsumowałem w górach.
Kiedy pałaszowałem ze smakiem pierwszą sznitkę z pasztetem zauważyliśmy oczy. Nastała cisza. Lśniące perły wpatrywały się w nas ze skupieniem z jakichś trzydziestu metrów. My żeby nie pokazać jakie z nas cykory zaczęliśmy po cichutku spekulować cóż to może być za stworzenie. Doszliśmy wspólnie do wniosku że to na pewno jakaś sarna.
Po chwili adrenaliny dodały nam kolejne oczy tym razem zza naszych pleców. Oj nie było już wtedy żadnych dyskusji. Bez słowa spakowaliśmy swój majdan i cichutkim krokiem ruszyliśmy w kierunku Brony. Po kilkunastu krokach pojawiła się trzecia para oczu spoglądająca z około dwudziestu metrów na wysokości trawy. Ten ostatni zwierz przypominał nam kształtem dużego psa więc włączyliśmy dopalacze i tak rytmicznym krokiem grającym w takt przyśpieszonego bicia serca wdrapaliśmy się praktycznie na samą przełęcz.
Zwierzyna została w tyle a nas czekała niespodzianka. Naszym oczom ukazał się widok na pięknie oświetlone polskie miasta. Na pierwszym planie zakręconym wężykiem migotała Zawoja. Za nią od wschodu do zachodu rozświetlony był cały horyzont. Rozpoznałem Kraków i Żywiec - co do reszty nie miałem pewności. Niestety nasze aparaty nie były w stanie wyłapać oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów kolorowych świateł.
Zrobiło się nieco bardziej wietrznie. Gdzieś pomiędzy kosówkami dobyliśmy dodatkowy ekwipunek w postaci kalesonów, czapek i rękawiczek. Na wschodzie ukazały nam się mroczne kontury Babiej Góry oświetlone delikatnie blaskiem księżyca. Na szczycie migotały pojedyncze światełka co świadczyło o obecności podobnych do nas wariatów.
Kiedy skończyły się osłaniające nas kosówki zaczęło niemiłosiernie wiać. U samego podnóża szczytu ciężko nam było ustać na nogach. Kije na niewiele się zdały. Co jakiś czas trzeba było podeprzeć się rękoma aby nie wyrżnąć orła na stopniach skalnych. Na sam koniec wykorzystaliśmy „wiatr w żagle” i praktycznie bez siły mięśni zostaliśmy wdmuchnięci na szczyt Diablaka.
Tam niestety małe rozczarowanie. Pod kamiennymi ścianami porozbijana była dosyć pokaźna grupa górołazów. Mało tego z każdej minuty na minutę przybywało ich coraz więcej. Znaleźliśmy cudem miejsce by przycupnąć i powyciągaliśmy resztę odzieży do ubrania.
A Babia jak to baba zmienna była i zaczęła przewijać nam nad głowami chmury. Skąd one się wzięły w takich ilościach to naprawdę nie mam pojęcia – czary jakieś. Turystów przybywało wprost proporcjonalnie do przywianych chmur. Na dodatek towarzystwo zaczęło kopcić więc zbadałem wschodni "niezaludniony" wierzchołek i po znalezieniu odpowiedniej wielkości wiatrochronu przenieśliśmy się do naszej nowej samotni.
No cóż, szanse na wschód malały. Chmury z lewa i prawa przemykały nam nad głowami niczym bolidy by ukształtować się dokładnie nad Tatrami w ogromny obłok przypominający statek kosmiczny z Dnia Niepodległości. Wszystkie chmury jakie były w zasięgu naszego wzroku kończyły marnie zassane przez zawieszony złowrogo nad tatrzańskimi szczytami spodek. Wrażenie niezapomniane.
Kiedy zrobiło się na tyle jasno że można było wyłączyć czołówki, kierując się sugestią Marcina zarządziliśmy odwrót. Chmury zaczęły się obniżać i kiedy tylko zeszliśmy z wierzchołka Babia Góra ukryła się we mgle.
Za mądrą decyzję zejścia ze szczytu otrzymaliśmy prezent w postaci pięknego widoku na wschodzące już od pewnego czasu słońce. W ruch poszły aparaty.
Gdy nacieszyliśmy nasze przewiane oczy zaszliśmy na Bronę i skierowaliśmy nasze kroki na Małą Babią Górę. Po dwudziestu minutach stanęliśmy na szczycie i ruszyliśmy w dół w kierunku północnym. Dalej obniżając się znacznie odbiliśmy w prawo na czerwony szlak prowadzący do Markowych Szczawin. Po drodze napotkaliśmy przyjaźnie wyglądający szałas oraz stoliki z ławeczkami. Nastał czas na drzemkę. Czterdzieści pięć minut chrapania w słoneczku i po marudnym przebudzeniu ruszyliśmy w dół.
Po chwili znowu zmieniliśmy barwy tym razem z czerwonych na żółte i w świetnych humorach pokonaliśmy ostatnie zejście do Zawoi nad Czatożą. Stamtąd czekał nas ostatni etap pomiędzy malowniczymi domostwami i widokiem na cały masyw  Baby oraz pobliskiej Policy.
Jeszcze tylko szybka higiena osobista na parkingu, uiszczenie opłaty parkingowej i w drogę do domu - spać.
Wnioski:
- jeszcze nigdy mnie tak w górach nie wywiało
- jeszcze nigdy mnie tak w górach nie postraszyło.
- jeszcze nigdy tyle w górach nie czekało mnie rozczarowań i niespodzianek - z babami to chyba już tak jest…


Trasa: Zawoja, Markowa – Zawoja, Markowa | mapa-turystyczna.pl

babie_góry.gpx
File Size: 113 kb
File Type: gpx
Pobierz plik

Wspierane przez Stwórz własną unikalną stronę internetową przy użyciu konfigurowalnych szablonów.
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG