Beskid Żywiecki - Babia Góra - luty 2010
|
Statystyki
Relacja
Plany były inne, ale jakoś tak nas wzięło na odwiedziny Baby. Padło hasło: „Babia?” — i wszystko jasne.
Po 2 godzinach i 30 minutach jazdy zadokowaliśmy się na Krowiarkach. Słońce świeciło, temperatura bliska zeru — normalnie żyć, nie umierać. Ruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Sokolicy. Szlak był przetarty, miejscami ślisko, ale szło się dobrze. Na pierwszym szczycie ukazała nam się Babia Góra w całej krasie. Myśleliśmy: jest szansa, Baba jest odkryta. Nie mitrężąc, poczłapaliśmy dalej. Nadzieje na widoki z Diablaka rozwiały się już na Kępie, gdzie przykryło nas gęste mleko, które trzymało nas aż do momentu, gdy… wróciliśmy na Kępę. Na Babiej spędziliśmy tylko kilka minut — widoczność kilkadziesiąt metrów, zimno i wicher. Po zejściu na Sokolicę złośliwa Baba znów pokazała się w pełnej krasie (ot, motyka). Jeszcze kilka chwil i wylądowaliśmy pod naszym wozem.
| |||||||||




















