Nocka na Baraniej Górze - maj 2009
Statystyki
Max wyskość |
Przewyższenia |
Ilość km |
Barania Góra 1215m |
+/- 760m |
17,5km |
|
Relacja
Przez pewien czas w pracy tydzień roboczy trwał cztery dni bez piątków. Kryzys, ale akurat taki, który da się wykorzystać. A że ten tydzień kończył się nocną zmianą, więc nie przestawiając zegara biologicznego zrobiłem sobie nockę w górach.
Padło na Baranią Górę, bo miałem cichą nadzieję zobaczyć wschód słońca. Cóż, marzyć trzeba. O 23:00 spakowałem majdan do samochodu i ruszyłem po kumpla. Zostawiłem swój wóz u niego i tym razem jako pasażer zostałem przewieziony do Wisły Czarne. Wystartowaliśmy niebieskim szlakiem o 0:30. Początek to asfalt wzdłuż szumiącej Białej Wisełki i skałek, które w nocy wyglądają zupełnie inaczej. Po chwili twarde podłoże zmieniło się w miękkie błoto i tak oświetlając sobie buki i świerki pokonywaliśmy kolejne wzniesienia. Po około godzinie zrobiło się zimno i bardzo wilgotno. Przyśpieszyliśmy kroku i wkrótce we mgle wyłoniła się wieża widokowa na Baraniej Górze. – To już? Która godzina? – Yyy druga dwadzieścia. Szybko przygotowaliśmy sobie miejscówkę i rozbiliśmy się pod obeliskiem otoczonym żelazną konstrukcją wieży. Z minuty na minutę nasze nadzieje na wschód słońca topniały. Ubraliśmy na siebie wszystko co mieliśmy w plecakach i zaczęliśmy chodzić po szczycie oraz po schodach żeby się ogrzać. Po czwartej było już jasne. Nie tym razem. Wyłączyliśmy czołówki i ruszyliśmy zielono czerwonym szlakiem w stronę Magurki Wiślanej. Dalej, za Gawlasem skręciliśmy w lewo na żółty szlak powrotny. Gdy minęliśmy Cienków Wyżni zaczęło się przejaśniać. Barania Góra została jednak otulona szarą pierzynką do samego końca. Kilka fotek, ostatnie spojrzenie na mgłę i znów byliśmy na asfalcie. Na parkingu zameldowaliśmy się około siódmej i ruszyliśmy do domu. W aucie godzinna drzemka a w domu smaczne śniadanie – no żyć nie umierać. |
| ||











