Tatry Zachodnie - sierpień 2013
|
Statystyki
Relacja
W końcu się udało zrobić coś konkretnego.
Znalazłem chwilę i wyruszyłem by kontynuować główną grań Tatr Zachodnich. Padło na jej zachodnią część - od Brestovej po Banikovske Sedlo. Około 7:40 wystartowałem z Parkingu pod Spaloną. Jeszcze słońce nie przyświecało i nawet polar założyłem. Trwało to jakieś 15 minut po czym polar zdjąłem. Po kolejnych 30 minutach czułem się jak ziarnko popcornu które zaraz wypstryknie ;-). Skwar totalny. Zwłaszcza w początkowym żlebie gdzie powietrze stało w kompletnym bezruchu. Nieco wyżej było ciut lepiej. Pierwsze słabości odeszły i przed samą Brestovą włączyło mi się turbo. Na szczycie zameldowałem się z jednogodzinnym zapasem. Chwila relaksu, bułka i w drogę. Trasa jak dla mnie super fajna. Kolejny szczyt - Salatin minąłem szybko po czym zaatakowałem Szkrzyniarki. Ten odcinek jest bez wątpienia najciekawszy. Nieco zabawy rękami, momentami galerie jak w Tatrach Wysokich. Na Pahole kolejny krótki odpoczynek i pognałem dalej. Nie dało się posiedzieć. Ciepło doskwierało okropnie i te cholerne tatrzańskie muchy. Pozostał odcinek na dół Spaloną Doliną. Tu szło mi już opornie. W Rohackiej Dolinie dorwałem się do bufetu (nie mylić z bufetową ;-) ). Tam rzecz jasna Kofola z kija. Powiem tak - ten napój, jeszcze w takich warunkach działa na mnie jak jakiś large health and morale potion :-). Masakra. Zapasy oczywiście zrobiłem :-). Pod samochodem zameldowałem się po 6 godzinach i 40 minutach marszu. Przewidywałem wg mapy że trasa zajmie jakieś 9 godzin. Nie jest źle - mimo podeszłego wieku... Podsumowując. Wypad bomba, a kto nie był ten trąba.
|
| ||||||||















































