Czupel - kwiecień 2008
Statystyki
Max wyskość |
Przewyższenia |
Ilość km |
Czupel 934m |
+/- 869m |
16,8km |
|
Relacja
20 kwietnia 2008 roku wybrałem się na jeden ze szczytów Korony Gór Polski – Czupel (933 m n.p.m.), najwyższy punkt Beskidu Małego. Jak to w moim zwyczaju bywa, wyruszyłem bardzo wcześnie – dotarłem do Międzybrodzia Bielskiego około 6 rano. Zaparkowałem w czymś, co przypominało centrum miasta, zajrzałem do mapy i przy akompaniamencie smętnego wycia Dody i Beaty Kozidrak z pobliskiej knajpy „Hades” rozeznałem sytuację.
Czerwony szlak na Czupel był stromy i nużący, a ciągła mżawka tylko potęgowała klimat mgły i mrocznych drzew. Początkowo brak oznaczeń i liczne odnóża szlaku sprawiały, że nie wiedziałem, gdzie iść. Waliłem byle stromiej – i dobrze, bo po kilkunastu minutach znalazłem pierwszy znak namalowany na drzewie. Dużym minusem była ilość śmieci na trasie. Co kilka kroków: puszka po piwie, butelka, paczka fajek, chipsy… Masakra. Po półtorej godziny mozolnego wspinania dotarłem do rozwidlenia szlaków. Zanim skręciłem na niebieski szlak w kierunku Czupla i Magurki, poszedłem w lewo na szczyt Rogacza (899 m n.p.m.). Całkowicie zalesiony, z kupką kamieni na środku – i co najważniejsze, bez śmieci. Kilka fotek i wróciłem na właściwy szlak. Po kilku minutach dotarłem na Czupel. Widoków brak – mgła, a dookoła kupka kamieni i wysypisko śmieci. Masakra. Opuściłem szczyt i ruszyłem dalej, do schroniska na Magurce (909 m n.p.m.), gdzie wypiłem herbatę i po około pół godziny ruszyłem do Przełęczy Przegibek (663 m n.p.m.). Trasa w dół była znacznie przyjemniejsza: delikatny spad po trawiastej drodze, choć na jednym odcinku wycinka lasu zasłoniła szlak. Pojawiły się przejaśnienia, ale niewiele można było zobaczyć. Następnie skręciłem na niebieski szlak prowadzący częściowo asfaltową drogą wśród domków letniskowych, a potem znowu w las – do samochodu dotarłem około godziny 12, głodny i przemoczony. |
| ||





