Mała Fatra - październik 2010
|
Statystyki
Relacja
Nastał czas, w którym mogłem przeznaczyć jeden dzień na górską wycieczkę.
Niestety to tylko jednodniówka, ale co tam, lepszy rydz niż nic. Początkowo chciałem uderzyć w Tatry Zachodnie, jednak prognozy zniechęciły mnie skutecznie. Najlepiej prezentował się rejon Żyliny, tak więc długo nie myśląc opracowałem trasę na Małej Fatrze. Start Tiesnavy, niebieskim i dalej żółtym na Sokolie Hreben, następnie Prislop i znów niebieskim przez Male i Velke Sedlo aż do Sedla Bluben na głównej grani. Dalej zaplanowałem Mały Krywań i powrót przez Wielki Krywań na Snilovske Sedlo. Co z tego wyszło? Po kolei. Wstałem perwersyjnie wcześnie rano tak co by mieć komfort czasowy na miejscu. Na parkingu w Tiesnavach wylądowałem około 6:30. Jeszcze w ciemnicy ruszyłem niebieskim szlakiem, który uderzył od razu ostro pod górę. Kurczę bardzo fajny szlak – pełno skał, trochę łańcuchów - tylko szkoda, że nie było widoków (mgła). Zadyszany pierwszym wysiłkiem dotarłem na Male Noclahy skąd zmieniłem (tak jak w planie) barwy na żółte. Idąc tak sobie dziarskim krokiem słyszę smsa. Patrzę i oczom nie wierzę (cytuję – od żonka „kotuś – jedzenia nie wziąłeś). Pierwsza moje słowa? <niecenzuralne> Drugie i trzecie – jeszcze bardziej… No nic, nie ma co rwać włosów z głowy, tylko trzeba zmienić plan tak aby gdzieś nabyć żarcie. Mocno zdemotywowany, ruszam prawie truchtem na Prislop skąd odbijam na niebieski szlak prowadzący do właściwego asfaltu. Po drodze zaliczam kilka spektakularnych przewrotek (bez kijów już chyba chodzić nie umiem), ale nic, na szczęście obyło się bez kontuzji i wkrótce docieram do samochodu. Bardzo szybkie 8 kilometrów i różnica wysokości dały mi mocno w kość. W głowie ustawiam dalszy plan, ale najpierw pędzę do marketu w Terchovej. Solidnie zaopatrzony jadę na parking we Vratnej gdzie mocno już wygłodzony zjadam śniadanie. Po posiłku ładuje na plecy co trzeba i idę pod kasę biletową kolejki gondolowej. Po chwili rozmowy z kasjerką, decyduję się na wjazd na Snilovske Sedlo. Ostatni zjazd jest o 16:30 także nie ma co marnować czasu. Na górze jestem około godziny jedenastej. Wychodzę z górnej stacji kolejki i co widzę? Wszędzie biało. Poza tym dookoła totalne mleko. Na Wielkim Krywaniu staję po około 40 minutach marszu. Momentami tak jakby słońce się chciało przebić, ale niestety zero widoków. Wracam na grań i kieruję się na zachód. Po drodze wypogadza się nieco, dzięki czemu mogłę pocykać trochę fotek. Kolorystycznie bomba (połączenie szronu z barwami jesieni). Na Małym Krywaniu znów mleko. Tam robię kolejny popas, ale szybko marznę, więc ruszam z powrotem. Na przełęczy Bluben odbijam tym razem żółtym szlakiem na Chrapaky skąd niebieskim (powiedzmy, że równoległym) do czerwonego graniowego wracam do Snilovskego Sedla. Tam pakuję się przemoczony (błoto, i mokra kosodrzewina zrobiły swoje) do gondoli i zjeżdżam na dół. Podsumowując – miało być inaczej, ale nie żałuję. Najważniejsze, że chwilami było na co popatrzeć i kolejny odcinek fatrzańskiej grani został przebyty. 1 etap
2 etap
|
| ||||||||||||||||















































