Mała Fatra - lipciec 2010
|
Statystyki
Relacja
Miała być lampa w Tatrach, ale nie było (i bardzo dobrze). Jednak co się odwlecze to – wiadomo… Trafiło w teraz, kiedy wybrałem się z drugą połówką na słowacki weekend
W pierwszy dzień zaplanowałem przegonić żonkę przez Wielki Rozsutec. Tak więc odstawiliśmy diabełka do dziadków i wyruszyliśmy w tereny bardziej wyniosłe. Po niecałych 3 godzinach zamówiliśmy kwaterę w Terchovej i pojechaliśmy dalej - do Stefanowej. Tam obraliśmy kierunek na Medziholie. Na przełęczy sporo ludzi (tych schodzących i wchodzących z Rozsutca). Zrobiliśmy sobie przerwę na drugie śniadanie i kąpiel – słoneczną… ;-) Po kolejnej godzinie wdrapywania się w upale zdobyliśmy nasz dzisiejszy cel. Na szczycie sporo ludzi. Nie spędziliśmy tam zbyt dużo czasu żeby nie wyglądać jak skwarki i po około 20 minutach ruszyliśmy tyłki na dół. Z przełęczy Medzirozsutce kontynuowaliśmy wędrówkę przez popularne Diery. Tym razem nimi schodząc, nie wchodząc (całkiem inne doświadczenie). Pod Wierchem Podziar zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę z moczeniem nóg w lodowatym potoku skąd w ciągu 20 minut dotarliśmy na nasz parking. Po godzinie 19 wylądowaliśmy na kwaterze. |
| ||||||||



































