Na wypasie czyli: BYK W GALOPIE
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Jastrzębie, Krucze, Stołowe

Rodziny, zimowy weekend w Tatrach z rycerzem w  roli głównej - luty 2011

Statystyki
Max wyskość
Przewyższenia
Ilość km
Dzień
Jaskinia Dziura
​1048m
+/- 140m
1,8km​
2 dzień
Giewont
​1895m
+/- 1238m
18,6km
3 dzień
Relacja
Nastał sprzyjający układ, aby zrobić sobie nieco przedłużony weekend. Tak więc, rzecz jasna skorzystałem i zabrałem się z rodzinką do Zakopanego.
Plan był iście wypoczynkowy (z nastawieniem typowo rodzinnego lenistwa i nacieszenia malucha okolicznymi atrakcjami). Wyszło to nam niestety tylko połowicznie.
Wyjechaliśmy i zakwaterowaliśmy się na miejscu w piątek. W ten sam dzień byliśmy z małą na sankach, ulepiliśmy (z resztek śniegu) bałwana i wybraliśmy się na Krupówki.
Tak jak myślałem – właśnie na tej popularnej ulicy Mała bawiła się najlepiej.
Pierwsze słowa jakie powiedziała widząc to skupione szaleństwo to „ODPUST” :-)
No i zaczęło się… Do pokoju wróciła z różową peruką, zdjęciem ze św. Mikołajem z reniferami i uśmiechniętą od ucha do ucha buzią.
Drugiego dnia plan był nieco bardziej ambitny. Mimo tego, że Emilkę złapało przeziębienie zapakowaliśmy się i uderzyliśmy pod Drogę pod Reglami na wysokości Doliny Strążyskiej.
Najpierw zjedliśmy obiad a później ruszyliśmy do Doliny Ku Dziurze. Emilka oczywiście po kilkudziesięciu metrach zażyczyła sobie Barana (ech kiedy to się skończy… :-D )
Po pewnym czasie i przejściu ostatniego oblodzonego odcinka metodą „pozaszlakową” dotarliśmy do Dziury. Tam, no cóż – dziura. Kilka fotek i powrót na dół (głównie metodą radosnych dupozjazdów). Po drodze do kwatery zrobiliśmy jeszcze zakup czegoś słodkiego żeby umilić sobie w pokoju resztę miło spędzonego dnia.
Jeszcze wieczorem i w nocy mała dostała gorączki i niestety resztę naszego wypadu spędziła bez wychodzenia na zewnątrz. Jej stopień "zmierzłoty" wzrósł oczywiście wprost proporcjonalnie do temperatury ciała, tak więc sielanka się skończyła.
Ja sam, tak jak zaplanowałem wybrałem się na szybki górski marsz w niedzielę z samego rana – po  to by jeszcze wczesnym popołudniem wrócić do dziewczyn.
Około godziny 5:30 wystartowałem szybkim krokiem w kierunku Kuźnic i dalej przez Kalatówki na Halę Kondratową. Zatrzymałem się na chwilę w schronisku by złapać oddech i załyczyć coli, po czym odziałem się w kolce i pognałem do przodu. Małej zadyszki dostałem na wysokości Piekła, więc zwolniłem nieco tempo i wolnymi małymi kroczkami dotarłem na Kondracką Przełęcz. Zapomniałem dodać że pogoda tego dnia (i w ogóle przez cały weekend) była bardzo mizerna. Widoczność max 100m na przemian z mgłą. Jedyny plus to taki, że nie wiało. Na wysokości właśnie Kondrackiej Przełęczy ku mojemu zdziwieniu zrobiło się jaśniej a przez chmury delikatnie prześwitywało słoneczko.
– Jest nadzieja – pomyślałem i bez zastanowienia naparłem do przodu. Na Wyżnej Kondrackiej Przełęczy zrobiło się jeszcze jaśniej (a nawet od czasu do czasu pojawiał się zarys krzyża). Ostatni odcinek pokonałem niczym nieboszczyk który pragnie zapukać do bram niebieskich. Właśnie ten kolor i zbliżający się krzyż podsunął mi to skojarzenie ;-). Kiedy stanąłem na szczycie znalazłem się praktycznie na równi z pułapem chmur.
– Kurczę, że też pułap nie jest o kilkadziesiąt metrów niżej – pomyślałem.
Podszedłem nieco bliżej krzyża i moim oczom ukazało widmo Brockenu. To mój pierwszy raz więc jeszcze tylko dwa by odczynić urok :-D. Nie było może zbyt mocno widoczne, ale i tak zrobiło na mnie duże wrażenie.

No cóż – spędziłem na Giewoncie kilkanaście minut i przez ten czas pułap chmur się nie obniżył. Zauważyłem, że nawet zaczął się podnosić, więc ruszyłem powoli na dół. Gdy ostatnie łańcuchy zostawiłem za plecami, przystanąłem na chwilę bo znów zaczęło się dziać.
Zniknęły chmury okrywające Czerwone Wierchy więc zamurowany czekałem co dalej.
Dalej już było tylko lepiej. Poziom chmur obniżył się jak na moją prośbę o dobre kilkadziesiąt metrów a ja nie zastanawiając się długo wróciłem na szczyt Rycerza.
Tym razem na górze spędziłem ponad pół godziny kręcąc głową wokół niczym jakaś latarnia morska. Cud miód. No, ale cóż, trzeba w końcu ruszyć dalej. Nasycony widokami zgramoliłem się z powrotem na Wyżną Kondracką Przełęcz. Stamtąd odbiłem w prawo czerwonym szlakiem prowadzącym przez Siodło w kierunku Doliny Strążyskiej.
Właśnie od wysokości Siodła wlazłem znowu w chmury i znów zrobiło się ponuro.
Resztę drogi przebyłem mimo tego z uśmiechem na gębie i radością w serduchu.
W Dolinie Strążyskiej wyskoczyłem jeszcze pod zamarzniętą Siklawicę i już dalej bez przystanków wróciłem (idąc Drogą Pod Reglami) na Antałówkę.
W pokoju niestety ze zdrowiem małej coraz gorzej. Wielka szkoda bo pomysłów na umilenie jej czasu mieliśmy jeszcze sporo.
Ostatniego dnia, nie robiliśmy już nic, tylko spakowaliśmy majdan i wróciliśmy do domu.
Podsumowując:  Miało być dla Dziewczyn – było nieco dla Małej, praktycznie nic dla Większej i o dziwo dużo dla mnie…     Będzie wynagrodzone – obiecuję :-D

Z rodzinką


Obraz

Na Rycerzu - dzień 3


Obraz

kudziurze.gpx
File Size: 10 kb
File Type: gpx
Pobierz plik

giewont.gpx
File Size: 160 kb
File Type: gpx
Pobierz plik

Wspierane przez Stwórz własną unikalną stronę internetową przy użyciu konfigurowalnych szablonów.
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Jastrzębie, Krucze, Stołowe