Beskid Żywiecki - sierpień 2025
Statystyki
Max wysokość |
Przewyższenia |
Ilość km |
Dzień |
Okrąglica 1238m |
+1018m - 373m |
19,7km |
1 dzień |
Schronisko na Hali Krupowej - 1152m |
+599m -1250m |
25,2km |
2 dzień |
|
Relacja
Kontynuując cykl spacerów po GSB, wybrałem się chyba w jeden z mniej ciekawych regionów tegoż szlaku.
Padło tym razem na odcinek od Jordanowa do Hali Krupowej. Start – godz. 8:00 – Jordanów – atrapa parkingu przy cmentarzu parafialnym. Ciepło. Jeszcze nie aż tak jak później, ale można było odczuć zwiastuny upałów. Zszedłem z cmentarza na rynek, gdzie w drogerii zaopatrzyłem się w krem UV. Dalej ruszyłem (cały czas czerwonym szlakiem) przez miasteczko, potem wzdłuż torów, lasami i wioskami. Szło się nieźle przez jakieś 10 km. Po dyszce wyciągnąłem kijki. Po piętnastce byłem już mocno zgrzany. Schowany w wiacie turystycznej musiałem wystygnąć i obficie się nawodnić. Podobnie na Okrąglicy – pod wiatą z ołtarzem i „izbą pamięci” zasłużonych górołazów. W schronisku wylądowałem około 13. Tam sporo ludu. Na szlaku ogólnie pustki. Zjadłem co nieco i uwaliłem się na ławce pod rozłożystym bukiem. Tam, ze słuchawkami na uszach, doczekałem do godziny 15 – od tejże doba hotelowa. Pokój niestety – 16-osobowy. To jest dla mnie najgorsze w nocowaniu w schroniskach górskich. Odczuwam bardzo duży dyskomfort, gdy mam spać z obcymi w jednym pomieszczeniu. Ponadto zazwyczaj – hałasują na różne sposoby. Wypakowując się, uświadomiłem sobie, że mam zepsuty kabel do ładowarki. Jak z nieba spadł mi Kuba – który kilkanaście minut po mnie zakotwiczył w pokoju. Na szczęście on miał sprawny – z dwoma wyjściami USB-C. Przez dłuższy czas do izby nie dołączył nikt. Myśleliśmy, że zapowiada się spokojna noc – no ale nie do końca. Dołączyła do nas wieczorem grupka młodych amatorów piwa :-/. Przesmradzali się do około godziny 23, więc nie była to tragedia, ale i tak zdołali kilka razy mnie wybudzić. A schronisko? No cóż – potrzebny, a nawet rzekłbym niezbędny, jest tam remont. I to nie taki celem odświeżenia tego i owego. Ogólnie – syf. Czytaliśmy sobie też z Kubą komentarze w Googlu na temat schroniska i ogólnie obsługi, i mieliśmy z tego niezły ubaw. A czemu zwróciłem uwagę na obsługę? Bo podejście za bufetem jest – delikatnie mówiąc – Konkretne. Bez owijania. W sumie i dobrze. Wczytując się w „problemy” i rozterki niektórych turystów, myślę, że nawet najbardziej wysprzęglonemu mnichowi tybetańskiemu zadrgałaby brew. Część recenzentów schroniska w sieci – oprócz empatii i uśmiechu za milion dolarów pani bufetowej – najchętniej zażyczyłaby sobie jeszcze w bonusie przewinięcia pieluchy i posmarowania tyłka Alantanem. Ot taka dygresja. Dnia kolejnego – pobudka o 4, potem 5, potem 6, potem 7. Taki spieprzony sen. Godzina ósma – śniadanie w bufecie i w drogę. Na zewnątrz dużo chłodniej niż dnia poprzedniego. Tym razem nie GSB, tylko powrót przez Pogórze Jordanowskie. Zszedłem z Hali Krupowej do Sidziny Wielkiej – Polany, skąd pozaszlakowo wdrapałem się na szczyt o nazwie Kiełek – 960 m (jeden z nieodwiedzonych przeze mnie wierzchołków zaktualizowanej/uzupełnionej Korony Gór Polski). Dalej zszedłem do Sidziny. Przez wieś, mimo asfaltu, szło się dobrze. Za Sidziną – niestety ciągle asfalt – już na niebieskich znakach. O wiele tego było za dużo. Pod koniec trasy, w okolicy Targoszówki i Ludwików, szlak zaczął przypominać ten bardziej górski, ale asfalt i tak pojawiał się co rusz. I tak do samego końca. Widoki niby w obu dniach jakieś były, ale takie jak za szarym filtrem. Tatr nie było widać wcale. Zdjęć mało – bo po co robić na siłę. Aktywnie spędzony czas, ale bez „wow” i z kiepskim noclegiem. 1 dzień
|
2 dzień
| ||||

























