Beskid Sądecki - marzec 2018
|
Statystyki
Relacja
Miało być całkiem inaczej, ale jak to często bywa nastąpiła zmiana decyzji.
Plany był na Tatry Wysokie. Kościelec lub coś innego - względem warunków, możliwości etc. A jak to było? W sobotę przed wieczorem wylądowaliśmy z Bacą u jego siostry w Mszanie Dolnej. Tam pauza i nocleg. Przed pójściem w kimono sprawdziłem jeszcze komunikat lawinowy TOPR. Jeszcze przed chwilą była dwójka a tu zmiana cyfry o jedną w górę. Cóż - mam już tak, że trójka jest dla mnie zaporowa bez względu na wszystko. Trzeba było wymyślić plan B. Padło na Beskid Sądecki ze względu na to, że z Mszany nie jest daleko i że tereny te nie są mi dobrze poznane. Nad ranem w niedzielę pobudka i w drogę. Równo o dziewiątej wystartowaliśmy z Piwnicznej żółtym szlakiem w kierunku Hali Łabowskiej. Warunki początkowo przedwiosenne i mega błotniste. Wyżej zimowo, ale śnieg bardzo nieprzyjemny, mokry. Pogoda średnia. Niby dosyć ciepło i momentami słonecznie, ale bardzo wietrznie. Widoki nienajgorsze, ale monotonne. Albo Pasmo Radziejowej, albo od północy Góry Grybowskie. W połowie "imprezy" przerwa na konsumpcję w Schronisku na Hali Łabowskiej (całkiem sympatycznie) i powrót na dół niebieskim szlakiem. Podsumowując: Całkiem niezła wycieczka, ale nie takie były oczekiwania w związku z tym wyjazdem. Beskidów na jakiś czas mam przesyt. Beskid Sądecki niczym nie powala. Ot kopce i hale, jak w pobliskim Beskidzie Żywieckim. Piwniczna całkiem ładne miasteczko. Dzięki Baca za towarzystwo. Dzięki dla Asi za gościnę. |
Kilka fotek Bacy.
| ||||||||






































