Na wypasie czyli: BYK W GALOPIE
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG

Północne Alpy Wapienne, masyw Hochschwab, Wiedeń - kwiecień/maj 2023

Statystyki
Max wyskość
Przewyższenia
Ilość km
Dzień
Seeleiten
​1736m
+/- około 500m
około 5km
1 dzień
Schiestlhaus
​2156m
+/- 1308m
23,5km
2 dzień
Relacja
Zbliżał się długi majowy weekend i postanowiliśmy z Łukaszem pojechać w góry. Początkowo myśleliśmy o Słowacji ale mój brat wpadł na pomysł, że można by połazić po austriackich Alpach. W sumie czemu nie. Niewiele dalej a po Alpach nigdy nie chodziliśmy. Zapadła decyzja, że na pierwszy ogień pójdzie Grupa Hochschwab w Północnych Alpach Wapiennych z najwyższym szczytem o tej samej nazwie o wysokości 2277 n.p.m. Czyli ciut wyżej niż najwyższy szczyt Tatr Zachodnich – Bystra.
Wyruszyliśmy w niedzielę. Odległość do pokonania nie była duża – z Dębieńska zaledwie około 500 km. Minęła szybko i przyjemnie. Na miejscu zakwaterowaliśmy się w miejscowości Seewiesen niedaleko Mariazell. Na miejscu przyjęła nas właścicielka Regina, której towarzyszyła Mimi – 7 letnia berneńska suczka. Obie nastawione bardzo przyjaźnie.
Po zakwaterowaniu wyruszyliśmy na trasę rozgrzewkową – szczyt Seeleiten o wysokości 1734 m n.p.m. Tylko ciut wyższy od Babiej Góry co, biorąc pod uwagę, że to Alpy, większego wrażenia na nas nie robiło. Mimo wszystko dał się jednak trochę we znaki. Nie było łagodnego podejścia – praktycznie od razu dzida do góry. W sumie to nie problem ale biorąc pod uwagę, że szliśmy po roztopionym śniegu to ta niezbyt długa trasa szybko nas zmęczyła. Po powrocie do pensjonatu rozegraliśmy partię bilarda (z dwoma białymi bilami, z których jedna udawała czarną ;)) i dosyć wcześnie poszliśmy spać. Nazajutrz czekała długa trasa.
W poniedziałek wyruszyliśmy około 6:30 w kierunku szczytu Hochschwab. Po pokonaniu dwóch kotlin dotarliśmy do schroniska Voisthaler Hutte na wysokości około 1670 m. n.p.m. Tam, po zaspokojeniu pragnienia i głodu (zaryzykowałem zupę, która okazała się bardzo smaczną zupą z soczewicy) wyruszyliśmy w górę. Droga, która początkowo łagodnie się wznosiła, zaczęła robić się coraz bardziej stroma. I coraz bardziej śnieżna, choć na całe szczęście śnieg był bardziej ubity niż dnia poprzedniego. W pewnym momencie trzeba było przetestować (pożyczone w moim przypadku od Rudej) raki, których użyłem pierwszy raz w życiu. Było trochę zabawy z paskami skróconymi pod rozmiar kobiecej stopy ale w końcu udało się to ogarnąć. Raki okazały się bardzo pomocne.
Bez większych przygód dotarliśmy do schroniska na wysokości około 2150 m. n.p.m. (trochę wyżej niż Jarząbczy Wierch i Krzesanica). W środku nie było nikogo. Po prostu można się było schronić. W normalnych, letnich, warunkach do szczytu można by było dotrzeć stamtąd w ciągu pół godziny. Ale warunki były trudne. Im wyżej tym wiatr był coraz bardziej porywisty. Poza tym szczyt Hochschwabu był tego dnia w chmurach. Rozsądek nakazał odpuścić dlatego postanowiliśmy schodzić w dół.
Po drodze po raz drugi wstąpiliśmy do schroniska Voisthaler Hutte, tym razem na herbatę. Bardzo rozgadała się jedna z pracownic schroniska, zmuszając nas do użycia nieco zardzewiałego angielskiego. Spytała skąd jesteśmy, gdzie pracujemy. Ona okazała się być Niemką z Drezna. Bardzo sympatyczną. Powiedziałem jej, że byłem tam z żoną i bardzo podobał nam się zespół architektoniczny Zwinger. Rozmawiało się miło ale trzeba było schodzić dalej. Żałuję tylko, że nie spytałem jak ma na imię.
Do pensjonatu dotarliśmy około 18:30 i znów dość szybko poszliśmy spać. Dzięki temu wcześnie wstaliśmy i około 7:30 ruszyliśmy w kierunku Wiednia na szybkie zwiedzanie. Wiedeńskie metro okazało się bardzo pomocne. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu ale zobaczyliśmy Katedrę Św. Szczepana (robi wrażenie ale widok z wieży przez szyby już nieszczególne), Hofburg i Park Miejski. Następnie linią metra U-4 dojechaliśmy do Pałacu Schönbrunn i parkiem przespacerowaliśmy się do Glorietty. To moje ulubione miejsce w Wiedniu, w którym byłem drugi raz życiu. I mam nadzieję, że nie ostatni. Chciałoby się więcej ale trzeba było się zbierać. Naładowawszy akumulatory wróciliśmy do domu.
                                                                                                                                                                               Red.   Tomek

1 dzień - brak śladu GPS  - trasa częściowo poza szlakiem 

2 dzień
Obraz

hohschwab.gpx
File Size: 93 kb
File Type: gpx
Pobierz plik

Dzień 1

Dzień 2



Dzień 3


Obraz
Obraz
Wspierane przez Stwórz własną unikalną stronę internetową przy użyciu konfigurowalnych szablonów.
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG