Tatry Zachodnie - maj 2012
|
Statystyki
Relacja
Po dosyć długiej tatrzańskiej przerwie udało się zrobić małe co nieco.
Wraz z Marcinem uderzyliśmy weekendowo w Tatry Zachodnie. 1 dzień Pobudka trzecia nad ranem. Po drodze zgarnąłem kompana i odjazd. Trasa minęła sprawnie. Na parkingu (wlot Chochołowskiej) jeszcze zero obsługi (jedynie opłata ze wejście do parku), więc przychodzi nam wyruszyć z buciora. Brany był pod uwagę rower ale cokolwiek innego. No ale przynajmniej się rozgrzaliśmy. Dotarliśmy do schroniska, zrzuciliśmy zbędny balast w pokoju i wyruszyliśmy na Wyżnią Chochołowską. Pogoda zapowiadała się bardzo ładnie. Przed dotarciem między Rakoń a Wołowiec miejscami niemało śniegu. Trzeba było na podejściu uważać żeby nie pojechać. Na grani śniegu prawie zero. Widoki wokół wspaniałe. Tatry w wiosennej odsłonie piękne, jak w każdej innej. Z Wołowca uderzyliśmy za Łopatą na Jarząbczy Wierch. Tu nielekkie zasapanie :-). Jakubinę odpuściliśmy i poczłapaliśmy na Kończysty i dalej Trzydniowiański skąd zeszliśmy czerwonym szlakiem pod nasze schronisko. Tam kolacja, kawa i łojenie w makao (co by się spać bardziej zachciało). Pokój mieliśmy 14 osobowy (zawalony do pełna) więc śpało się ciężko bo mimo że towarzystwo spokojne, to ruch trwał do północy). 2 dzień Zasyceni pierwszego dnia zaplanowaliśmy na niedzielę relaks. Chochołowską wróciliśmy rowerami i podjechaliśmy samochodem na wlot Doliny Małej Łąki. Podrałowaliśmy na Wielką Polanę i tam uwaliliśmy się na trawie. Chillout trwał do czasu aż zimno zmusiło nas do marszu. Poszliśmy więc jeszcze na Przysłop Miętusi gdzie zrobiliśmy tak samo jak na polanie. Pogoda zaczęła się jednak po niedługim czasie psuć więc zeszliśmy (momentami już w mżawce) do samochodu. Podsumowując: Wypad udał się w 100%. Pogoda bardzo dobra, widoki wspaniałe, forma niezła. Kolano (co bardzo ważne) również dało radę. Taki weekend baterie ładuje na długo... 1 dzień
2 dzień
|
1 dzień
2 dzień
Garść fotek Marcina
| ||||||||||||||||















































