Beskid Wyspowy - luty 2026
Statystyki
Max wysokość |
Przewyższenia |
Ilość km |
Dzień |
Jaworz - 918m |
+/- 1086m |
21km |
1 dzień |
Modyń - 1029m |
+/- ok. 800m |
11,4km |
2 dzień |
Relacja
|
Mało brakowało, a dwudniowy górski plan zakończyłby się jednodniówką i sobotnim powrotem do domu. Od czwartku dawał o sobie znać jeden z ważniejszych mięśni odpowiedzialnych za każdy krok, ale zgodnie z PRL‑owskim zahartowaniem i wrodzonym uporem postanowiłem to „rozchodzić”. Odchorowałem to mocno – i dwukrotnie.
Pierwszego dnia ruszyłem z Męciny przy starym dworcu PKP, gdzie trwa duża kolejowa budowa. Przy kilku stopniach mrozu, w pochmurnej, bezwietrznej aurze, wyszedłem żółtym szlakiem ponad zabudowania w kierunku Babiej Góry (tej limanowskiej). Na grzbiecie szlak zmienił się na niebieski, a ja odbiłem na zachód, mijając Babią i pojedyncze domostwa, aż dotarłem do wieży widokowej pod Jaworzem – niestety zamkniętej. Obok była wiata, a w niej chlew: porozwalane worki, puszki, flaszki, małpki. Zrobiłem przerwę na herbatę, a potem ogarnąłem ten bajzel. Przez zalesiony szczyt Jaworza dotarłem na Sałasz, skąd zielonym szlakiem odbiłem na południe. Powrót to miks szlaku i asfaltu przez przysiółki, gdzie prawdziwą zmorą okazały się psy biegające luzem – w jednym miejscu obleciały mnie trzy naraz i tylko kijki uratowały mnie przed pogryzieniem. Na mój krzyk właściciel stwierdził, że „nie mogę się tak denerwować” <SIC!> Im więcej kilometrów, tym bardziej kontuzja dokuczała, a ostatnie metry do auta pokonałem utykając. Po drodze apteka, obiad, sklep, a potem w wynajętym pokoju w Młyńczyskach zawinąłem się w kołdrę i zbiłem temperaturę, - noc była ciężka. Drugiego dnia nad ranem byłem bliski powrotu do domu, ale po wyjściu na balkon i zobaczeniu pięknej, mroźnej pogody postanowiłem spróbować wejść na Modyń. Podjechałem pod Gądkówkę, dalej bez łańcuchów się nie dało, więc ruszyłem pieszo z założeniem, że jeśli po kilometrze ból będzie nie do zniesienia, wracam. Ból był okropny, ale chyba znów go rozchodziłem. Plan minimum to 5 km, ale na Modyni widoki na Tatry i pogoda sprawiły, że pokuśtykałem dalej: Cichoń, Ostra (nazwa adekwatna do stromizny), Jeżowa Woda, a potem zejście niebieskim szlakiem do wioski i podejście do auta. Po powrocie do domu – powtórka z dnia poprzedniego: kołdra, gorączka i ibuprom. Podsumowując: fajne trasy, dobre widoki i trafiona pogoda, ale mogłoby być dużo przyjemniej, gdyby nie dolegliwości. I psy. 1 dzień
Byczy ekwipunek - 1 dzień
Byczy ekwipunek - 2 dzień
|
2 dzień
| ||||









































