Beskid Śląski - grudzień 2011
|
Statystyki
Relacja
Udało mi się jeszcze przed końcem roku uderzyć w pobliskie Beskidy celem spalenia świątecznych kalorii.
Plan był solidny. Wyszło z niego praktycznie pół, ale dobre i to. Wystartowałem z Brennej Centrum o 6:05 rano. Jeszcze w totalnych ciemnościach (z trzecim okiem na czole) wszedłem na Błatnią. Schroniska nie odwiedziłem (nie było potrzeb ;-) ). Im wyżej, tym śnieg coraz gorszy. W okolicy Klimczoka to już makabra. Straszna ciapa. Buty przemokły. W schronie zrobiłem ekspresowe suszenie, przebieranie i zakładam na stopy worki foliowe :-) ). Zjadłem całkiem pokaźną kiełbasę (w porównaniu z Prehybą to chyba z 300% tamowej). Po wyjściu i dotarciu do Przełęczy Karkoszczanka zdecydowałem o skróceniu trasy. Mgła, co rusz mżawka, pod nogami breja i ponownie zaczynające dokuczać kolano pomogły mi podjąć decyzję. Zszedłęm dosyć sprawnie do Brennej Bukowa gdzie połowę powrotu zrobiłęm by asfalt strasse, a drugą połowę peksą. Do domu wróciłęm na obiad. To by było na tyle.
|
| ||||||||











