Na wypasie czyli: BYK W GALOPIE
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Choczwgory

​Mała Fatra - Klak - sierpień 2010

Statystyki
Max wyskość
Przewyższenia
Ilość km
1352m
+/- 980
15,6km
Relacja
      Plan był taki, że mieliśmy zrobić z Bacą z soboty na niedzielę mało-fatrzańskiego   Klaka a w niedzielę Strażov w górach Strażovskich.
Wszystko zapowiadało się dobrze ale już po kilku kilometrach marszu nasz wypad przynosił coraz to nowe niespodzianki.
Wystartowaliśmy około godziny 18:30 na Fackovskim Sedle skąd uderzyliśmy w dół 4 km asfaltem na Cicmanske Rozcestie. Po drodze trafiliśmy na trzy przepiękne prawdziwki (niestety robaczywe). Pogoda była wspaniała. Słońce schowało się za pobliski masyw Gór Strażowskich  i, zrobiło się chłodniej i bardziej rześko.
Ze skrzyżowania na Cicmany odbiliśmy na zielony szlak w kierunku Klaka.
Tutaj po chwili marszu pierwszy demotywator. Skapowałem, że nie załadowałem do aparatu karty pamięci i zdjęć co najwyżej   z robię kilkanaście :-(
No nic, zmniejszyłem rozdzielczość do minimalnej aby móc nastukać ich trochę więcej (niepotrzebnie zresztą, ale o tym potem).
Szliśmy sobie radośnie szerokim szlakiem do czasu, kiedy straciliśmy znaki.
- Ok,  sprawdzimy czy będzie coś za następnym zakrętem
– stwierdziłem.

Sprawdziliśmy tak jeszcze kilka zakrętów i zdecydowaliśmy o powrocie do ostatniego widzianego znaku.
Tymże sposobem straciliśmy około pół godziny. Okazało się że w pewnym gęsto zarośniętym chaszczami miejscu zaczynała się ścieżka, która była naszą trasą.
Żadnych kierunkowskazów, strzałek… kompletnie nic. Dopiero po około 300 metrach na tejże trasie znaleźliśmy na złamanym drzewie wyblakły zielony symbol. Ech, no nic… Popędziliśmy dalej.

Weszliśmy po chwili w gęsty ciemny las. Szlak zaczął prowadzić zakosami ostro do góry.
My odpaliliśmy czołówki   i bez ociągania naparliśmy naprzód. Po około 30 minutach wyszliśmy na grzbiet prowadzący do naszego celu.
Zrobiło się duszno i bardziej mrocznie. Pierwsze skojarzenie naszego obecnego otoczenia to Brokilon (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi…). Co jakiś czas mijaliśmy pojedyncze ciemne skały a nasza trasa biegła jednostajnie delikatnie do góry.
W końcu osiągnęliśmy nasz pierwszy cel, czyli szczyt Koślarki 1107m n.p.m. Stamtąd szlak zmienił swój charakter. Mianowicie była to wąziutka ścieżka po obu stronach której, rosły jakieś chaszcze i pokrzywy. Na początku na wysokości kolan, a pod koniec nawet twarzy.
Po drodze zapodałem długie spodnie bo nie chciałem wyglądać jak jeden wielki bąbel…
Dodatkowo uprzykrzały nam marsz upierdliwe owady, które ciągnęły do naszych czołówek
Przed małym Klakiem (1204m n.p.m.) trasa znów wspięła się ostro do góry.
Wszystko byłoby ok., ale podłoże  było okropnie śliskie więc  co chwilę ujeżdżaliśmy ratując się kijami. W ogóle na całym odcinku do Małego Klaka szukaliśmy oznaczenia szlaku bardzo często. Stwierdziliśmy, że chyba nikt tamtędy nie chodził  od II Wojny Światowej.
Na Małym Klaku wyłożyliśmy się na glebie i zrobiliśmy dłuższą przerwę.
Zrobiło się od razu przyjemniej i chłodniej, bo szczyt jest całkowicie odsłonięty.
Gapiąc się w rozgwieżdżone, czyste niebo załadowaliśmy kilka bułek i „tajemniczy” izotonik Bacy po czym naparliśmy dalej. Zostało jakieś pół godziny na widoczny już (tylko jako wielki czarny cień) Klak 1351m n.p.m.
Początkowo ominęliśmy go od północnej strony, a następnie jego grzbietem dotarliśmy do celu.
Na szczycie bomba. Wokół w dole światła okolicznych miast i miasteczek a nad nami tysiące białych punktów.
Zrobiliśmy kilka fotek pod żelaznym krzyżem i uwaliliśmy się na karimacie przed jedną z przepaści. Po odpoczynku przyszedł czas na znalezienia miejscówki do spania.
Piotrek znalazł fajny zakamar i tamże rozbiliśmy nasze schronienie.
Około północy wpakowaliśmy się do namiotu. Jakoś ciężko było usnąć. Około godziny pierwszej odpłynąłem, ale niestety tylko na niecałe dwie godziny. Obudził mnie deszcz stukający o tropik i jeszcze odległe wtedy grzmoty. No i nici ze spania. Automatycznie zacząłem liczyć sekundy pomiędzy światłem a dźwiękiem. Cholera, deszcz coraz mocniejszy a czas coraz krótszy.
Zagadałem do Bacy i zaczęliśmy się drapać po łbach co dalej.
Nic… Błąkanie się po nocach podczas burzy wydało się gorszą alternatywą od siedzenia w pozornie bezpiecznym namiocie.
Tak więc liczyliśmy na to że nasz Klak nie będzie epicentrum tego co się zbliża.
Dupa jaś. Naszym domkiem zaczęło solidnie narywać a odstępy między grzmotami a błyskami zrobiły się 3, 2 i jednosekundowe i dalej, w pewnym momencie wychyliłem łeb z sypialni żeby dopiąć tropik i dupnęło jak z armaty. Zobaczyłem tylko błysk, który oślepił mnie na kilka sekund. W tej samej chwili Baca krzyknął, że kopnął go w nogę prąd.
 - NO BEZ JAJ! 
- Emocje w namiocie wyrównały się z tym co działo się na zewnątrz.

Cytować nie będę bo łacina się wkradła w nasz podniosły dialog.
Zrobiliśmy tylko jedną z możliwych i koniecznych rzeczy. Odizolowaliśmy tyłki maksymalnie od podłoża siadając na karimatach i śpiworach tak żeby nie dotykać podłogi.
Przy wtórach oślepiających błysków i ogłuszających trzasków z kwaśnymi minami czekaliśmy aż przejdzie ta nawałnica.
Spięty jak struna ciągle liczyłem. Burza na szczęście zaczęła się oddalać. Po uspokojeniu emocji doszliśmy do wniosku, że piorun musiał rąbnąć w oddalony od nas około 50 metrów krzyż. Noga na szczęście po chwili zdrętwienia przestała doskwierać a my po całkowitym wyciszeniu padliśmy wycieńczeni stresem i brakiem snu.
Obudziłem się nieco po siódmej. Co mnie obudziło? Deszcz i zbliżające się grzmoty.
-No niee, tego już kur…. za wiele.
Po chwili rozpętała się jeszcze większa zawierucha niż poprzednio. Pioruny waliły tak samo jak wtedy (na szczęście tym razem żaden nas nie postraszył prądem). Wiatr narywał namiotem jak szalony. Tylko czekałem kiedy zrobił się nagle jasno kiedy nasz tropik wyfrunie w siną dal. Burza trwała około godzinę.

My przez ten czas znowu w pozycji sprawdzonej, embrionalnej odizolowanej od zola.
Jak tylko wariactwo ustało bez gadania zaczęliśmy pakowanie dobytku. Wyrobiliśmy się w miarę szybko i rozpoczęliśmy zejście z tej niegościnnej góry.
Po może 5 minutach dreptania dopadła nas kolejna burza. Najpierw wiatr i deszcz. Później zacinający grad i pioruny.
- Tego już na serio za dużo – myślę.
Nie patrząc za siebie pędzę w dół, byle szybciej dotrzeć do lasu. Po drodze oboje gubimy pokrowce na plecaki (Baca na szczęście znajduje mój). W lesie uspokoiliśmy się nieco i już troszkę spokojniej rozpoczęliśmy zejście w kierunku Fackovskiego Sedla (żółtym szlakiem).

Trasa była dosłownie zalana. Momentami woda powyżej kostek.
Raz brodząc, raz zjeżdżając na butach niczym na nartach, cały czas w burzy dotarliśmy cali mokrzy na dół. W butach bagno, pod kurtkami mokro, spodnie przyklejone do nóg. W samochodzie szybkie przebieranie się w rzeczy najmniej mokre i odwrót do domu. Strażov poczeka.
Po drodze mijamy zalane przez Rajcankę miejscowości. Momentami ciężko z przejazdem, ponieważ woda wylała na jezdnię. Masakra co może się stać przez jedną noc…
Ludzie na zewnątrz robili co mogli by zatrzymać żywioł. Mosty przelewały a rzeka płynąca równolegle do drogi stykała się z nią i miejscami wylewała.
Emocji dość. Na szczęście wydostaliśmy się z zalanych terenów i reszta drogi od Żyliny przebiegła bez przygód.
Podsumowując:
To moje pierwsze spotkanie z tak bliską burzą w górach i więcej takiego nie chcę.
Nie wiem czy lepszym by było zejście w środku nocy – nie wiadomo co by się mogło stać gdzieś tam po ciemku na szlaku podczas załamania pogody. W razie czego mieliśmy wcześniej jeszcze alternatywę na spanie w utulni gdzieś pod Klakiem, ale liczyliśmy na wschód słońca ze szczytu.
Dobrze, że nie rozbiliśmy się bliżej wierzchołka bo moglibyśmy skończyć jak skwarki.
Ciekawe, że nawet przy tak niewielkich szczytach może człowieka spotkać tyle „niespodzianek” i adrenaliny. Tymczasowo mam dosyt.

Straty? : Pokrowiec na plecak raz, złamany kijek. Nie było źle ;-)
Pokaz slajdów
Obraz

Obraz


klak.gpx
File Size: 97 kb
File Type: gpx
Pobierz plik

Obraz

Obraz
Wspierane przez Stwórz własną unikalną stronę internetową przy użyciu konfigurowalnych szablonów.
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Choczwgory