Lubomir we dwoje - kwiecień 2009
Statystyki
Max wyskość |
Przewyższenia |
Ilość km |
Lubomir 912m |
+/- 763m |
15,6km |
|
Relacja
Słonecznej niedzieli 26 kwietnia nadarzyła się okazja by wyrwać się we dwoje w góry. Nie tracąc czasu na zbędne ceregiele władowaliśmy do samochodu spakowane dzień wcześniej plecaki, odstawiliśmy łobuza do dziadków i w drogę.
Naszym celem było pasmo Lubomira i Łysiny należące do Beskidu Makowskiego (przez niektórych zaliczane do Beskidu Wyspowego). Trasa samochodowa zajęła nam około dwie i pół godziny. Byłoby zapewne szybciej gdyby nie wiecznie remontowany odcinek autostrady A4 z Katowic do Krakowa oraz małe problemy logistyczne pomiędzy Myślenicami a Porębą. Z pomocą podchmielonego rowerzysty, od którego nawet burę dostałem że mało precyzyjnie się wyrażam, zajechaliśmy na miejsce gdzie zostawiliśmy nasz pojazd pod kościółkiem. Po kilkunastu minutach wyruszyliśmy na szlak. No prawie na szlak, bo skusiliśmy się na podsunięty przez napotkaną miejscową skrót. „Pójdziecie tędy starym szlakiem do końca i zara dojdziecie do zielonego nowego szlaku”… Poszliśmy i wyszliśmy, ale w pole — zaorane takie. Na samym początku poddawać się nie wypada, więc brnęliśmy dalej pomiędzy drzewami i chaszczami. Po chwili zauważyliśmy zielone znaki, więc dalsza droga obyła się bez zbędnych przygód. Nareszcie — pierwszy raz w tym roku bez śniegu. Nie wiemy nawet kiedy znaleźliśmy się na Kamienniku Północnym (784 m n.p.m.). Tam gdzieniegdzie przebijała się ekspozycja południowo‑zachodnia z błąkającą się w oddali zaśnieżoną jeszcze Babią Górą. Na Kamienniku Południowym (818 m n.p.m.) zrobiliśmy sobie piknik. W słonecznych promieniach uraczyliśmy się herbatą, bułkami i czekoladą. Ach żeby taki błogostan trwał dłużej. Cóż, czas się ruszyć. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się na Przełęczy Suchej (708 m n.p.m.). Bardzo ładne miejsce z widokami na „wyspy” wiadomego pasma. Ponadto był tam zadaszony szałas, miejsce na ognisko, tablica z ptakami oraz krzyż z ołtarzem — dla każdego coś miłego. Pokręciliśmy się chwilkę i zaatakowaliśmy nasze ostatnie tego dnia większe podejście. Pośród pięknych buków i przebijającego się słońca doszliśmy pod szczyt Łysiny oraz do czerwonego Małego Szlaku Beskidzkiego biegnącego od Lubonia Wielkiego do Bielska‑Białej. Zrobiliśmy tam kilka zdjęć i mijając Trzy Kopce (894 m n.p.m.) zdobyliśmy nasz cel lądując pod obserwatorium astronomicznym na Lubomirze (904 m n.p.m.). Tam przeżyliśmy lekki zawód, bo widoków ze szczytu nie było żadnych — dookoła las. No cóż, nie zawsze ma się to szczęście. Udało się za to zrobić mały szturm na zamknięte jeszcze obserwatorium. Bardzo uprzejmy pracownik, mimo że do otwarcia zostały trzy godziny, wpuścił nas na chwilę do środka i opisał pokrótce historię obiektu oraz pokazał pamiątkowe fotografie i zabytkowy teleskop. Na szczycie zrobiliśmy dokumentację do książeczek KGP i ruszyliśmy po własnych śladach w kierunku Łysiny. Tam odbiliśmy kilkadziesiąt metrów w prawo by zaliczyć szczyt którego wierzchołek nie przecinał szlak. Po chwili schodziliśmy już w kierunku schroniska na Kudłaczach. Zapomniałem wcześniej napisać że ludzi odkąd znaleźliśmy się na czerwonym szlaku było sporo. Rowerzyści, turyści, panie z niemowlakami, starsi i młodsi — do wyboru do koloru. Przyczyną tego wzmożonego ruchu jest fakt że pod praktycznie samo schronisko można podjechać samochodem. Ech. Na Kudłaczach zamówiliśmy niedrogi i całkiem smaczny obiad i nie tracąc czasu na przebywanie z ludźmi opuściliśmy schronisko. Mijając zabudowania i parking rozpoczęliśmy ostatni etap czyli zejście do Poręby. Już na samym początku kiedy znaleźliśmy się w odosobnionym miejscu uwaliliśmy się na uroczej polance by nacieszyć się górskim słońcem. Jednak co piękne szybko się kończy. Uśmiechnięci i usatysfakcjonowani i jednocześnie smutni z powodu powrotu do rzeczywistości wróciliśmy do samochodu. Droga powrotna jak zwykle dużo gorsza od przyjazdu ale o tym zanudzać nie będę. Podsumowując: Mimo że widoków nie było zbyt wiele w przeciwieństwie do turystów oraz pozostawionych przez nich śmieci jesteśmy bardzo zadowoleni. Pasmo Lubomira i Łysiny oraz grzbiet Kamienników mają swój urok który dał nam to czego od dawna wspólnie oczekiwaliśmy. |
| ||









