Mała Fatra - marzec 2018
|
Statystyki
Relacja
Sezon zimowy 2017/18 nie był dla mnie w górach zbyt łaskawy. Na szczęście tym razem uzupełniłem sobie swoje wszystkie "niedobory" ;-).
Cel wyrypy określony kilka dni wcześniej został w 100% zrealizowany. Aura i warunki na szlaku dosłownie, rozpieściły. Ale od początku. Start przed godziną piątą rano. Zgarnąłem po drodze Tomka i atak w kierunku Cieszyna. Po ostatnim szybkim powrocie z Małej Fatry przez Czechy miałem nadzieje, że trasa będzie ekspresowa. Tu jednak "zonk". Drogi rozkopane. Spory ruch. Nic, tak czy siak nie było źle. Ze Starego Dvoru wystartowaliśmy około siódmej. Pierwszy etap to podejście niebieskim szlakiem na Przełęcz Przysłop i dalej pokonując trzy góry na główną grań. Trasa bardzo atrakcyjna, ale męcząca. Różnica wysokości pomiędzy poszczególnymi kopami znaczna. Niezła rozgrzewka. Na grani bajka! Śnieg twardy, raki mogłyby się przydać tylko miejscami (my nie wyciągaliśmy). Zero wiatru, słoneczko cały czas przygrzewało. Sporo czasu przedeptane tylko w podkoszulku. Do samego końca pompowanie endorfin :-). Na Południowym Groniu chwila zastanowienia nad metodą zejścia z bardzo stromego stoku i pierwsze próby metodą tradycyjną. Po kilkunastu minutach tuptania i potykania się, uwaliliśmy się na zady i ostatnie kilkaset metrów zjechaliśmy na dupach. W schronisku ciapowana kofola i tłusta klobasa. Udało mi się także, ku lekkiemu zdziwieniu gospodarzy odkupić za zaledwie 3 Euro oryginalny kufel mojego ulubionego czeskiego napoju. Ostatni etap to powrót do parkingu niebieskim szlakiem. Każdemu kto w najbliższym czasie wybiera się na Fatrę i planuje tamtędy iść - odradzam. Obalone drzewa, prace leśne, trzeba schodzić ze znakowanej ścieżki, a później jej szukać. Przed samym końcem zeszliśmy na dzidę do asfaltu lecącego z Vratnej i tak zakończyliśmy wycieczkę. Podsumowując: Czas na szlaku ponad 9 godzin. Odległość nie dobiła nawet 20 km, ale przewyższenia były znaczne. Pogoda wspaniała. Ludzi, mimo łatwej dostępności szlaku graniowego z wyciągu, nie za wiele. Towarzystwo zacne - dzięki Tomek za wspólny trip. Pyski spalone, bo oczywiście o nakremowaniu się nikt nie pomyślał - żona i córka miały niezły polew jak mnie ujrzały. Mega udany dzień - baterie naładowane! Efekt Winnetou - Uff! |
Kilka zdjęć zrobionych przez Tomka
| ||||||||























































