Przełęcz pod Osobitą - wrzesień 2015
|
Statystyki
Relacja
Dziś był idealny dzień do tego by ruszyć w końcu cztery litery w góry.
Pomysły były różne (Babia, Barania, Chocz), jednak padło na Tatry i bardzo się cieszę, że tak zadecydowałem. Dojazd był ciężki. Słowacja rozkopana od Korbielowa po Namestovo. Ponadto zamknięta jest droga od Trvodisna w kieunku D.Kubina i musiałem jechać jakimiś górskimi ubitymi drogami. No nic. Pod chatą Zverovką zameldowałem się o godzinie dziesiątej i bez ociągania się ruszyłem zielonym szlakiem w kierunku Osobitej. Początki (zważając na moją "częstotliwość" chodzenia po górach) były tragiczne. Zdyszałem się jak smok po spotkaniu z Dratewką. Potem już było trochę lepiej, kiedy złapałem drugi oddech, ale po kolei. Najpierw odhaczona Przełęcz pod Osobitą (na szczyt wejść nie można bo jest zakaz). Następnie partią grzbietową dotarłem na Lucną czyli naszego Grzesia. Tam chwila przerwy na sznitki i zejście do Zadniej Doliny Latanej i dalej żółtymi znakami Doliną Lataną z powrotem do miejsca startu. W chacie kofola z kija i podliczenie czasu. Tu mała niespodzianka. Wg mapy miało być 7 godzin. Wg szlakowskazów 6 godzin. Ja zrobiłem to w 4:40. Mimo ciężkich początków nie jest jeszcze tragicznie. Reasumując. Szlak przyjemny i bardzo fajny widokowo. Pogoda piękna. Ludzi garść - nie licząc Grzesia bo to też polski szczyt więc ludzi sporo. Pogoda, widoki, klimat - wszystko na plus. Baterie podładowane solidnie. |
| ||||||||














