Pilsko - lipiec 2009
|
Statystyki
Relacja
W sobotę 25 lipca wybraliśmy się wieczorem z kumplem na wycieczkę.
Około godziny 22:30 zameldowaliśmy się w Sopotni Wielkiej, gdzie po chwili uderzyliśmy na zielony szlak. Pogoda wymarzona na marsz – wokół cisza i czyściutkie niebo pełne gwiazd, co jakiś czas spadających. Droga do Hali Miziowej zajęła nam o godzinę więcej, niźli jest to napisane na mapie. No cóż, w dwóch miejscach szukaliśmy szlaku, słabo oznaczone skrzyżowania. No i był jeszcze jeden hamulec – jagody. Było ich po prostu mnóstwo a my nie mogliśmy się im oprzeć. Na szczyt Pilska wdarliśmy się czarnym szlakiem. Szkoda tylko, że przed samym wierzchołkiem schrzaniła się pogoda. Nici z leżakowania i gapienia się na gwiazdy. Klepnęliśmy szczyt po słowackiej stronie i wycofaliśmy się jakieś sto metrów w gęstą kosówkę. Poszukiwania miejscówki trochę nam zajęły, bowiem widoczność spadła do około trzech metrów. Około godziny 2:30 leżeliśmy już w namiocie, grzejąc się w wygodnych śpiworach. Reszta nocy przeleciała szybko. Co jakiś czas budził mnie łopoczący tropikiem wiatr i padający deszcz. Ze wschodu słońca nici, ale co tam. Pobudka o szóstej, łyk herbaty i szybkie pakowanie. Po godzinie siódmej wylądowaliśmy w Schronisku na Miziowej gdzie zjedliśmy porządne śniadanie. Po ósmej ruszyliśmy w dół zielonym, później czarnym, później żółtym szlakiem do Sopotni Wielkiej, gdzie odwiedziliśmy jeszcze fajny wodospad.
|
| ||||||||

















