Polica z ekipą n.p.m. - luty 2009
Statystyki
Max wyskość |
Przewyższenia |
Ilość km |
Polica 1369m |
+ 1125m - 776m |
19,1 km |
|
Relacja
Droga do Zawoi Podryzowane przeleciała szybko i wkrótce znaleźliśmy się na niby parkingu przy niby sklepie. Po wskazaniu kierunku przez panią z tegoż niby sklepu wyruszyliśmy na kolejną forumową wycieczkę.
Po pokonaniu około 200 metrów skręciliśmy w lewo na żółty szlak i natrafiliśmy na mostek. Nie wyglądał zbyt solidnie ale wytrzymał naszą przeprawę. W razie czego wchodziliśmy nań pojedynczo. Dalej szlak biegł delikatnie do góry a naszym oczom co rusz ukazywała się piękna Babia Góra. Wkrótce znaleźliśmy się na Mosornym Groniu (1047 m n.p.m.). Deszcz od jakiegoś czasu nie padał więc nie było przeciwwskazań do tego aby nie urządzić małego pikniku. Termosy i jadło poszły w ruch. W przerwach między jedzeniem a piciem pracowały aparaty bowiem natenczas widoczność zachęcała nas do obfotografowywania wszystkiego dookoła. Pojedzeni skierowaliśmy swoje kroki w kierunku Kiczorki. Szliśmy z początku delikatnym tunelem zrobionym z drzew które nadawały temu miejscu ciekawy klimat. Potem zrobiło się stromo i w akompaniamencie ochów i uffów dotarliśmy zgrzani na Halę Śmietanową. Tam chwila oddechu kilka fotek łyk pałerajda i wbiliśmy na czerwony szlak (GSB). Cały czas lasem schodząc i znowu wchodząc znaleźliśmy się pod wkopanym samolotem wskazującym miejsce katastrofy lotniczej. Kilkadziesiąt metrów dalej minęliśmy krzyż i ruszyliśmy dziarskim krokiem w kierunku schroniska. Widoków nie było specjalnych więc stwierdziliśmy że pocykamy foty w drodze powrotnej — nie pocykaliśmy. W końcu znaleźliśmy się na Hali Krupowej. Zerknęliśmy na Okrąglicę (więcej zbytnio widać nie było) i zeszliśmy do schroniska. Rozbiliśmy się w przytulnej mocno nagrzanej jadalni i zajęliśmy się studiowaniem menu. Po chwili każdy zajadał i popijał co zamówił i przyszło rozluźnienie oraz rozleniwienie. Ogólnie było wesoło dokładając do tego przemiłe towarzystwo sympatycznej parki górołazów z Rodezjanką. Nie wiem dokładnie ile posiedzieliśmy ale jeszcze chwila i zacząłbym chrapać. Ruszyliśmy po własnych śladach z powrotem. Maciek i Dominika zadecydowali o zejściu tą samą trasą a ja z DC i Aweszem na Kiczorkach odbiliśmy w lewo w kierunku Krowiarek. Trasa ciekawa ciągnąca się lasem lekkim upadem w dół umilana była nietuzinkowymi dysputami chemiczno‑spontanicznymi. Jeszcze tylko jedno ostre podejście na Syhlec (1146 m n.p.m.) i niebawem wylądowaliśmy na asfalcie znów w deszczu. Na Babią sił już nie było więc skierowaliśmy się szosą w dół skąd odebrał nas uczynny Maciek. Na niby parkingu szybka przebieralnia łyk tego co zostało i powrót do domu w rytm muzyki Kreatora.
|
| ||













