Rudawy Janowickie i Góry Kaczawskie - kwiecień 2012
Statystyki
Max wyskość |
Przewyższenia |
Ilość km |
Etapy |
Skalnik 944m |
+/- 918m |
19km |
1 etap |
Skopiec 719m |
+/- 107m |
2,4km |
2 etap |
|
Relacja
Odroczony już raz wyjazd udało się zrealizować w lany poniedziałek.
Co prawda ten także wisiał na włosku w związku z moim przeziębieniem, ale przemogłem się i na szczęście nie odpuściłem. Tak więc jak to zwykle bywa pobudka 4:00 i w drogę. Po kilkunastu kilometrach powrót do domu po buty, które zostały w przedpokoju. Ten wyjazd chyba nie był mi „życzony”, ale co tam – twardo do przodu. W Wieściszowicach zameldowałem się tuż po godzinie 8. Zaplanowałem pętlę z tym że odcinek asfaltem wybrałem tym razem jako ten pierwszy, bo zawsze (jeśli jest) wypada na koniec i często cholernie daje się we znaki. Wpadłem na pomysł by podjechać najpierw autem w miejsce, do którego będę musiał dojść pieszo, aby wykluczyć jakąś pomyłkę. Gdy wyjechałem wyżej, na drodze zaczął się śnieg a dalej pod śniegiem lód. Opony już letnie, więc samochód na upadzie stanął w miejscu a po chwili ku mojemu zaskoczeniu i przerażeniu zaczął się ześlizgiwać z powrotem. Dupą zamiata, ja robiłem co mogłem, ale nic - tylko coraz gorzej. W końcu zdecydowałem się na hamulec ręczny i wykręcenie kierownicy w jedną stronę. Auto ustawiło się bokiem… i stanęło. Ja uspokoiłem oddech. Spojrzałem na boki, do tyłu a za mną dosyć mocna skarpa, z której nie wiem, kto by mnie wyciągnął gdybym tam wleciał. Delikatnie ustawiłem się przodem i pół-poboczem, na którym był tylko śnieg zjechałem powoli na dół. Przygód by było na tyle. I wystarczy. Samochód zostawiłem w niby centrum w zatoczce obok sklepu spożywczego i start. Asfaltem szedłem około 3 kilometrów. Dalej kawałek za żelaznym krzyżem (a w zasadzie trzema), odbiłem żółtym szlakiem w prawo w kierunku Dziczej Góry. Na jej północnym zboczu szlak żółty łączył się z niebieskim i tymże poszedłem aż na Skalnik (945m n.p.m.). Szczyt typu „nic tam nie ma” więc pognałem dalej. I tu niespodzianka. Kawałek dalej na kolejnym rozwidleniu jest drogowskaz "punkt widokowy". Wg mapy zwie się to Mała Ostra. Jest tam kilka skałek a na jedną z nich prowadzą żelazne schody. Tam spędziłem dosyć dłuższą chwilę. Zaśnieżone Karkonosze jak na wyciągnięcie ręki. Poza tym widoczna zachodnia strona Rudaw Janowickich i Góry Kaczawskie. Super. Dalsza trasa przebiegła zielonym szlakiem obok agroturystyki Czartak, przez wioskę Rędziny, Wielką Kopę (871m n.p.m) i kolorowe jeziora. Odcinek z Rędzin na Kopę to istny dramat. Szlak zarośnięty młodymi bukami. Bez maczety ani rusz ;-). Za to stawy super. Zielony zamarznięty, ale błękitny i purpurowy można podziwiać w całej okazałości. Bajka. Super miejsce na wycieczkę z dzieckiem. Pętlę skończyłem pod samochodem i na szybko uderzyłem jeszcze do miejscowości Komarno. Tam wjechałem ile się da i zostało mi około 20 minutowe podejście na Skopiec (724m n.p.m.). Szczyt również zalesiony i trzeba odbić nań ze znakowanego szlaku w chaszcze. Za to z przed Barańca rozpościera się genialny widok na Karkonosze. To by było na tyle. 2 szczyty do korony gór polskich dopisane – zostało 7 (mam nadzieję że tego roku). Warunki na szlaku w kratkę. Nad ranem fajny zmrożony śnieg. Im później tym większa breja. Tam gdzie nie było śniegu błoto, ale ogólnie nie było najgorzej. Za to pogoda była wspaniała. Delikatny ciepły wiatr, cały czas słońce i około 10 stopni na plusie. Udany dzień. 1 etap
2 etap
|
| ||||
































