Beskid Żywiecki - Wielka Rycerzowa, Muńcuł - czerwiec 2010
|
Statystyki
Relacja
Grzechem by było nie skorzystać z tak pięknej pogody – zwłaszcza po ostatniej angielskiej aurze. Niestety czasu nie mieliśmy zbyt wiele i musieliśmy zmieścić się w ramach wyznaczonych przez pracę i obowiązki, więc wyszło dosyć nietypowo.
W sobotę o 14:30 wyjechaliśmy spod katowickiego Horyzontu. W Soblówce zameldowaliśmy się około 17 i po krótkiej chwili ruszyliśmy zielonym szlakiem. Słońce przyświecało, humory dopisywały, trasa zleciała i bardzo szybko znaleźliśmy się na Przełęczy Przysłop (847 m n.p.m.). Stamtąd wykonaliśmy kilka szybkich podejść do góry niebieskim szlakiem granicznym i zdobyliśmy Wielką Rycerzową (1226 m n.p.m.). To była moja pierwsza wizyta na tym szczycie i wrażenia wyniosłem nieciekawe — ot, góra bez widoków, ze zniszczoną tabliczką na szczycie. Za to Hala Rycerzowa nawet mi się spodobała. Bacówka też całkiem przyjemna i klimatyczna. Nie zabawiliśmy jednak długo, bo trzeba było znaleźć odpowiednią miejscówkę na zachód słońca. Po zmroku ruszyliśmy przez Małą Rycerzową zielonym szlakiem w kierunku Ujsołów. Po około godzinie dotarliśmy już w ciemnościach na Muńcuł (1165 m n.p.m.), skąd skierowaliśmy się na pobliską halę, gdzie rozbiliśmy nasze spanie. Nazajutrz pobudka o czwartej. Wystawiliśmy zaspane łby przez okno, żeby sprawdzić, czy wschód słońca będzie wart wygramolenia się ze śpiworów. Oj, był. Od czwartej do piątej gapiłem się jak urzeczony w wyłaniającą się kulę nad widocznymi naprzeciw Beskidami. Pięknie. Do szóstej dospaliśmy, zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy do Soblówki. Zejście trwało może godzinę. Mam teraz lekki niedosyt, bo gdyby czas pozwolił, to zapewne podarlibyśmy gdzieś dalej. Ale cóż — innym razem. I tak było super. 1 dzień
|
2 dzień
|
| wielkarycerzowa.gpx |





























