Siwy Wierch - październik 2011
|
Statystyki
Relacja
Po dłuższej przerwie nadszedł czas na przetestowanie kontuzjowanej nogi.
Padło na coś mało forsownego i niezbyt długiego. Wystartowaliśmy z Marcinem na początku (lub końcu) głównej grani tatrzańskiej od strony Tatr Zachodnich. Auto zostawiliśmy przy drodze z Zuberca do Liptowskiego Mikulasza i huzia. Pogoda tralala, więc w dobrych humorach uderzyliśmy do góry. Pierwszy checkpoint mieliśmy na Białej Skale – sam szczyt leży obok szlaku, ale biegnie nań wydeptana ścieżka. Bardzo ładne widoki na Góry Choczańskie i Wielkiego Chocza. Dalej było już tylko coraz przyjemniej. Im wyżej tym więcej skał i lepiej się szło. Pod koniec kilkakrotnie trzeba było użyć rąk. Na szczycie (i ogólnie na szlaku) spory ruch. Rozwaliliśmy się na trawie i zrobiliśmy sobie prawie godzinny relaks. Tego mi było trzeba. Nim dotarliśmy na szczyt podjęliśmy decyzję, że pójdziemy dalej czerwonym szlakiem i na Sedle Palenica odbijemy żółtym do Zuberca, a dalej się zobaczy. Tak też uczyniliśmy. Zejście było dosyć szybkie (noga działa jak należy). W Zubercu małe rozczarowanie – autobusów jak na lekarstwo i zero taksówek. Nie zastanawiając się długo zacząłem łapać stopa. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że Słowacy to zajebisty naród. Po około 10 minutach prób, pod zostawiony samochód podrzuciła mnie sympatyczna rodzinka. Dalej to już tylko męczarnia związana z powrotem w korkach do domu. Podsumowując: Super jednodniówka - warunki rewelacyjne. |
Kilka fotek Marcina
| ||||||||








































