Na wypasie czyli: BYK W GALOPIE
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Jastrzębie, Krucze, Stołowe

Salmopol - Skrzyczne - Szczyrk - styczeń 2009

Statystyki
Max wyskość
Przewyższenia
Ilość km
Skrzyczne
​1257m
+495m
-893m
12,3m
Relacja
O poranku zapakowaliśmy się do naszego fiacika i wyruszyliśmy w Beskidy. Wcześniej odstawiliśmy brzdąca do dziadków i ciesząc się chwilą bycia tylko we dwoje pokonywaliśmy kolejne kilometry zbliżając się do celu. Po około godzinie podróży zrobiliśmy międzylądowanie w Szczyrku i desant na Przełęczy Salmopolskiej. Stamtąd skierowaliśmy swoje kroki na czerwony szlak prowadzący w kierunku Malinowskiej Skały.
Prognozy pogody były obiecujące. Jednak po wstępnej ocenie sytuacji nie zapowiadało się na to by tego dnia popodziwiać jakieś ciekawe widoki. Wędrówka od początku była przyjemna. Trasa przetarta a stromizny niewielkie. Po około pół godzinie dotarliśmy na Malinów (1115 m n.p.m.).
Nie zatrzymując się ruszyliśmy dalej na południowy wschód. Po drodze obejrzeliśmy wlot do Jaskini Malinowskiej. Teraz kiedy o niej czytam widzę że ma 19,5 m głębokości i ponad 200 m długości a wygląda tak niepozornie.
My jednak nie do jaskiń przybyliśmy tylko w góry więc po chwili przechodząc przez Przełęcz Malinowską doszliśmy do rozwidlenia szlaków. I tu właśnie przetarta trasa odbiła w prawo na Baranią Górę a nam przyszło przedzierać się przez śnieg. Na początku nie było go wiele ale pod samym wierzchołkiem Malinowskiej Skały (1152 m n.p.m.) sięgał momentami po tyłek.
Pojawił się też ku naszej uciesze błękit na niebie ale na tym się na razie skończyło.
Na Malinowskiej Skale zrobiliśmy przerwę na śniadanie. Pożarliśmy chleb ze smalcem popity ulubionym earl greyem i nie mitrężąc ruszyliśmy zielonym szlakiem na północ. Widoków zero. Mało tego mleko stało się tak gęste że widoczność spadła do kilkudziesięciu metrów.
Po drodze do Małego Skrzycznego minęliśmy kilku biegaczy na nartach dwóch turystów i jeden skuter śnieżny. Minęliśmy Małe Skrzyczne (1211 m n.p.m.) i do Skrzycznego było już przetarte bo narciarze rozjeździli cały odcinek. A było ich całe mnóstwo. Nic do nich nie mam ale wolę w górach pustki.
Przed samym wierzchołkiem najwyższego szczytu Beskidu Śląskiego chmury zatrzymały się na pewnym pułapie a naszym oczom ukazały się piękne widoki. Weszliśmy najwyżej jak się dało uciekając kilka razy spod płóz rozpędzonych skuterów i zaczęliśmy cykać fotki. Na południe wszystko w chmurach ale na pozostałe strony świata ukazało się wszystko co tylko mogło się ukazać: pasmo Klimczoka, Bielsko‑Biała, Żywiec z Jeziorem Żywieckim, Beskid Mały, Babia Góra, Pilsko, Tatry i chyba Mała Fatra. Wszystko w klimatycznej scenerii kłębiących się chmur. Sam miód. Nasze smutki i rozczarowania prysły jak bańka mydlana.
Niestety zdjęcia nie wypadły zbyt dobrze ale można z nich sobie wyobrazić jakie pejzaże było dane nam oglądać.
Po nacieszeniu się widokami zeszliśmy pod schronisko. Tam zatrzęsienie narciarzy więc usiedliśmy na krzesłach przed budynkiem i podczas pochłaniania snickersów spoglądaliśmy na Babią Górę utuloną w delikatne obłoki.
Po kilkunastu minutach zdecydowaliśmy o zejściu na dół. Szlak biegł na początku wzdłuż stoku. Potem odbił w prawo ale z rozpędu (a pęd był dosyć szybki) minęliśmy oznaczenia i stokiem dotarliśmy do Szczyrku.
Całe schodzenie było bardzo zabawne. Co bardziej strome zejścia pokonywaliśmy na swoich czterech literach ku zdziwieniu i radości niektórych narciarzy (a naszej to już w ogóle). Zabrałem nawet w razie czego środki transportu — worki 200‑litrowe na śmieci.
A więc usadziłem się na jednym (obserwowany bacznie przez żonkę) i puściłem się na dół. Kiedy zorientowałem się że zaczynam wyprzedzać narciarzy uciekającą zwierzynę i odrzutowiec lecący z Rzymu do Warszawy zacząłem hamować butami. To był błąd. Widoczność spadła do zera a ja po wyhamowaniu i obturlaniu śmiało mógłbym zagrać w bajce rolę bałwanka Buliego.
Żona zobaczyła tylko tumany śniegu i ruszyła na dół własną bezpieczniejszą jak się okazało metodą — pół na pół (trochę na zadku trochę na worku z elementami improwizowanymi).
Takimi to sposobami pokonaliśmy resztę naszej trasy. Zadowoleni roześmiani i ciut przemoczeni dotarliśmy do samochodu i w ciągu kolejnych dwóch godzin wróciliśmy do domu.
Podsumowując: Na plus: – pogoda zmienną jest tym razem na naszą korzyść – tyłek jest całkiem dobrym środkiem transportu
Na minus: – nie zabrałem gogli.​


zimowe_skrzyczne.gpx
File Size: 52 kb
File Type: gpx
Pobierz plik


Trasa z: Rozejście szlaków | mapa-turystyczna.pl


Obraz
Wspierane przez Stwórz własną unikalną stronę internetową przy użyciu konfigurowalnych szablonów.
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Jastrzębie, Krucze, Stołowe