Beskid Śląski - styczeń 2011
|
Statystyki
Relacja
Zaplanowałem trasę , którą w większości zrealizowałem. Bez jednego ważnego szczytu. Ale od początku. Start Lipowa Jaszki niebieskim szlakiem. Pogoda daremna (na początku mżawka, później prawie cały czas zacinający śnieg i mleko. Pomyślałem, że nie jestem tu po to by marudzić, tylko żeby dać sobie wycisk i pobyć w górach bez względu na warunki. Trasa od początku zaczęła ostro pod górę. Im dalej tym zrobiło się delikatniej. Śniegu mało - miejscami nawiane powyżej kostek. Na samym początku miałem jeszcze odrobinę nadziei na poprawę pogody ale niestety nic z tego. Na Skrzycznem totalne mleko. W schronisku zero ludzi <w trakcie zeszło się kilku narciarzy/narciarek> Wypiłem kawę, wciągnąłem szarlotkę i skierowałem się zielonym szlakiem na południe. Między Małym Skrzycznem a Malinowską Skałą warunki skrajnie nieprzyjemne. Śnieg bez przerwy robił mi peeling pyska. Kolejny etap do Magurki Wiślańskiej przebiegł nieco spokojniej (miejscami śniegu nawiane powyżej kolan). Gdy dotarłem na Magurkę stwierdziłem, że odpuszczam Baranią. Zmęczenie i znużenie pogodą dało mi się we znaki. Odbiłem na wschód Głównym Szlakiem Beskidzkim do Magurki Radziechowskiej (najgorszy odcinek) i dalej za szczytem zmieniłem barwy na zielone. Tym szlakiem zlazłem do miejscowości Ostre i stamtąd dotarłem (nieźle zmęczony) asfaltem do samochodu. Reasumując: Pogoda dziś nie rozpieszczała. Szło się momentami bardzo źle, bo wszystkie dziury i nierówności były zasypane świeżym śniegiem. Mimo wszystko wypad zaliczam do udanych.
|
| ||||||||














