Góry Sulovskie - kwiecień 2018
|
Statystyki
Relacja
Czy można w ciągu zaledwie dwóch godzin dostać się ze Śląska w bardzo ładne i niezatłoczone góry, w dodatku nieznane przez większość Polaków?
A jakże ! I wiele takich jest ! Trzeba tylko chcieć ;-). Mam na myśli w tym przypadku odwiedzone dziś Góry Sulovskie. Nie byłem tym razem akurat w najbardziej reprezentatywnym zakątku tego pasma, czyli w "skalnym mieście" ale i tak było wspaniale. Przy okazji zahaczyłem Żylińską Pahorkatinę i zwiedziłem kilka słowackich miejscowości oraz ruiny zamku. A jak to było? Pobudka 4 rano. Wyjazd 4:30 :-). W Rajeckich Teplicach zameldowałem się przed 7. Start 7 :-). Bezpłatny parking znajduje się na początku miejscowości i trafiło się akurat tak, że to miejsce planowanego zakończenia pętli. Początkowo trasa przebiegła przez kurort. Potem, żółtym szlakiem wzdłuż rzeki Rajcanka, leśnymi ścieżkami i pastwiskami do miejscowości Zbynov. Dalej już bardziej górzyście i ładnie widokowo do Sedla Patuch. Tam już zmiana koloru cesty na zielony i huzia do góry. Od wspomnianego Sedla do Sedla Rohacskiego przytrafiło mi się ponad 20 wierzchołków. Ciągłe interwały - góra/dół pośród skał i panoram widokowych. Dla mnie bomba i niezły fizyczny wycisk. Najwyższy z odwiedzonych tam szczytów to Kecka - 822m n.p.m. Z Przełęczy Rohackiej ruszyłem niebieskim szlakiem na dół. Kolejna odwiedzona miejscowość Podhorie i dalej kierunek - ruiny zamku Lietava. Bardzo fajny punkt widokowy. Wstęp do środka za darmochę, na własną odpowiedzialność. Spoko :-). Z zamku zielonym szlakiem zszedłem do miejscowości Lietavska Svinna. Tam miałem nadzieję na jakiś otwarty sklep, ale pod tym względem tego dnia miałem pecha. Kofola musiała poczekać ;-). Ze Svinnej wciąż zielonymi znakami wgramoliłem się, w przygrzewającym już mocno słońcu na Skalky skąd zszedłem do samochodu. Cóż. Wiosna. Zero śniegu, zero błota, pełno kwiatów i pojawiająca się zieleń. Z początku trochę wietrznie, ale po południu zrobiło się bardzo ciepło. Fajna, zróżnicowana i długa pętla. Mnóstwo widoków i skał. Trochę jak w Pieninach czy Rudawach Janowickich, z tym że prawie bez ludzi ( nie licząc zamku). Godne polecenia to miejsca. Ja osobiście jestem bardzo zadowolony z wycieczki. Forma też niezła. Ps. kofola kupiona po drodze i od razu wypita + 2l zapasu do domu. |
| ||||||||



































