Tatry - lipiec 2010
|
Statystyki
Relacja
Przyszedł w końcu czas na upragnione i wytęsknione Tatry.
Plan był zacny i został zrealizowany praktycznie w całości. W sobotę czyli 3 lipca dotarliśmy do Palenicy Białczańskiej około godziny 11. Nadaliśmy szybkie tempo tak aby jak najprędzej znaleźć się na szlaku poza okropnym asfaltem. Tak więc po klepnięciu barierki przed schroniskiem przy Morskim Oku i cyknięciu (po razy chyba setny) pięknej i znanej wszystkim panoramy ruszyliśmy na żółtą Ceprostradę. Od razu luźniej i od razu lepiej :-) Pogoda wspaniała, uśmiechy na ustach i ... Mnich coraz mniejszy :-) Na przełęczy Szpiglasowej troszkę ruchu (m.in. pani w sandałach). Rzut okiem na piękną Piątkę i idziemy na Szpiglas. Tam godzina byczenia się w cudownym słońcu i kręcenia niczym sowa głową wokół. Wspaniałe widoki. Baterie podładowane a my zmykamy do doliny. Około godziny 17 meldujemy się w schronisku gdzie czeka na nas przyjemny pokoik z widokiem na grań Miedzianych. W niedzielę jakoś tak od rana powoli nam szło. Nie mogliśmy się doczekać na śniadanie (pani w kuchni o nas zapomniała mimo że jako pierwsi złożyliśmy zamówienie). Tak więc ze schroniska wyszliśmy przed dziewiątą. Po wczorajszym dały znać o sobie zakwasy więc na Zawrat dotarłem lekko obolały. Dalej już było tylko lepiej. Zróżnicowanie Orlej Perci spasowało mi idealnie. Nie ma mowy o monotonnym wchodzeniu czy schodzeniu. Ciągle jest ciekawie. No i te widoki. Szlak przy ładnej pogodzie nie sprawia trudności (całkiem inaczej wyglądałby zapewne przy mokrej skale). Dopiero od Skrajnego Granatu do przeł. Krzyżne zrobiło się trochę nieprzyjemnie. Strasznie tam krucho zwłaszcza w rejonie Buczynowych Turni. W międzyczasie zrobiliśmy jeszcze popas na Kozim i Skrajnym Granacie oraz na przeł. Krzyżne. Pogoda kilka razy straszyła ciemnymi chmurami ale jakoś mieliśmy chyba tego dnia szczęście :-) Tylko przez kilkanaście minut grań zakryła lekka mgła. Do schroniska wróciliśmy około godziny 18. Tam wiadomo - kolejka do kibla, kolejka pod prysznic, kolejka do koryta :-) Dnia trzeciego w poniedziałek od rana deszcz. My nieco obolali więc decyzja zapadła o zejściu Roztoką. Padać przestało ale stwierdziliśmy, że przed drogą do domu nie ma co się forsować. Zahaczyliśmy jeszcze o Siklawę i to by było na tyle. Na asfalcie do Palenicy spotkaliśmy jeszcze Maćka P z kolegą <pozdrawiam> :-) i mam nadzieje że Szpiglas się Wam udał... Podsumowując. Jeden z najbardziej udanych wypadów w Tatry. Moja pierwsza wizyta na pięknej Orlej zachęca do ponownych odwiedzin. 1 dzień
2 dzień
3 dzień
Całość
|
Dzień 1
Dzień 2 | ||||||||||||||||||

















































