Beskid Śląski - luty 2010
|
Statystyki
Relacja
Nadszedł czas na przetestowanie nowo zakupionych rakiet śnieżnych. W związku z tym wybraliśmy się z żoną w najbliżej leżące nam Beskidy.
Wóz bojowy zaparkowaliśmy w Brennej Leśnicy, na bezpłatnym parkingu naprzeciw stoku narciarskiego Świniorki. Po ogarnięciu ekwipunku ruszyliśmy zielonym szlakiem w kierunku Trzech Kopców. Na początku jednak nici z rakietowania, bo szlak był przetarty lepiej niż niejedna polska droga. Dopiero gdy minęliśmy Gronik, naszym oczom ukazała się rozległa polana — i tam dopiero mogliśmy zaszaleć. Odzialiśmy "skrzydełka" na buciory i huzia. Powiem tyle: dawno się tak nie ubawiłem. Jakieś dwa metry od nas biegła przetarta ścieżka, a my na sam szczyt Trzech Kopców deptaliśmy obok. Śnieg był z wierzchu świeży, więc czasem zapadaliśmy się nieco, ale to nic w porównaniu z tym, jak głęboko wbijał się kijek. Na szczycie (810 m n.p.m.) odbiliśmy w prawo pod schronisko Telesforówka. Nikogo tam nie spotkaliśmy, ale skorzystaliśmy z zadaszonego "bufetu" i posililiśmy się naszymi wiktuałami. Po kilkunastu minutach ruszyliśmy z powrotem — już bez rakiet. Na rozdrożu skierowaliśmy się niebieskim szlakiem prowadzącym na Orłową. Po drodze minęliśmy jeszcze Zakrzosek i Świniorkę. Na szczycie Orłowej (813 m n.p.m.) odbiliśmy w prawo na żółty szlak, ku naszej uciesze nieprzetarty. Rakiety znów na nogi i w drogę. Niestety niedługo — po kilkunastu minutach trasa połączyła się z przetartą ścieżką, na której chodzenie w rakietach mijało się z celem. Jeszcze jakieś pół godziny dreptania i wylądowaliśmy w Brennej, skąd do parkingu zostało nam około kilometra asfaltem.
| |||||||||


























