Na wypasie czyli: BYK W GALOPIE
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Karkonosze i Kaczawskie

Tatry Zachodnie - luty 2011

Statystyki
Max wyskość
Przewyższenia
Ilość km
Dzień
Wołowiec
​2064m
+1396m
​-1242m
19,9km
1dzień
Przełęcz Iwaniacka
​1461m
+621m
​-800m
17km
2 dzień

Relacja
Pomysłów przed samym wyjazdem miałem kilka. Jednak po wykonanym telefonie do Schroniska na Chochołowskiej padło na te właśnie okolice.
Tak więc wyruszyłem jak zwykle perwersyjnie rano. Po kilkudziesięciu kilometrach zgarnąłem po drodze Kasię, która też wybierała się w Tatry.
Na parking pod Chochołowską dotarliśmy przed ósmą. Pogoda szaro-bura i ponura.
Ponoć według prognoz miało się po południu nieco polepszyć, ale mimo to nastawiłem się na to, że mój cel zrealizuję dopiero jutro. Z Kasią rozchodzimy się przed rozstajem na Iwaniacką, życzymy sobie powodzenia i idziemy każdy w swoją stronę.
W schronisku zostawiłem zbędny balast i wyruszyłem na Grzesia. Wyżej miałem zadecydować co dalej. Droga przez las minęła bardzo szybko. Kiedy wylazłem na otwarty teren zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Wokół było dosłownie szpetnie. Powolutku brnąc przez niewygodną i zdradliwą kosodrzewinę dotarłem na szczyt.
Tam grupka osób (która obrała sobie jako główny cel właśnie Lucną) i jeden chłopak, który jak się okazało (tak jak ja) ma chrapkę na coś więcej.
Zgadujemy się, że uderzymy na Rakoń a później się zobaczy.
Zaczęło się nieco przejaśniać, ale sceny wokół nas ciągle były dosyć mroczne. Kilka razy myśleliśmy, że Rakoń już przed nami a to jednak raz za razem była „zmyła”. W końcu przed nami ukazał się szczyt i praktycznie w tym samym momencie jak za dotknięciem różdżki zza chmur wyłonił się Wołowiec. Efekt imponujący. Naprawdę świetne wyczucie chwili. Poza tym czas mieliśmy świetny, więc lepszej zachęty nie potrzebowaliśmy by uderzyć na Woła.
Powolutku krok za krokiem wznosiliśmy się  do góry. Pogoda dosłownie z minuty na minutę  robiła się coraz ładniejsza. Po drodze na szczyt spotkaliśmy kilku „zaszronionych” gości schodzących na dół. Krótka wymiana wrażeń i naparliśmy do celu.
Na szczycie wieja jak diabli. Zrobiliśmy dosłownie ekspresowe fotki, pozachwycaliśmy się panoramy  i zeszliśmy kilkadziesiąt metrów niżej. W całkiem przyjemnej – osłoniętej od wiatru niecce wypiliśmy po łyku herbaty, zarzuciliśmy batona i skierowaliśmy się tym samym szlakiem w kierunku Grzesia.
Ten powrotny odcinek minął dużo spokojniej. Głową można było kręcić wokół bowiem praktycznie całe Tatry Zachodnie odkryły się z chmur. Prognozy rzeczywiście sprawdziły się w 100 %. Ostatni odcinek do schroniska pokonałem już mocno zmęczony. Adam poleciał dalej do wlotu doliny więc wymieniliśmy się szybko namiarami i to by było tego dnia na tyle.
Po kąpieli i posiłku czyli około 18 postanowiłem się zdrzemnąć. Drzemka trwała 11 godzin :-)
Obudziłem się około 5:30. Dossałem się do stojącego powerade’a, zerknąłem na telefon i złapałem się za głowę. Wystawiłem łeb przez okno by zlustrować pogodę i zacząłem się powolutku grzebać. Około godziny ósmej zostawiłem za plecami schronisko i ruszyłem przed siebie. Plan był na dziś był iście rekreacyjny. Pogoda wspaniała, mrozik dawał po polikach, normalnie żyć nie umierać.
Po około 20 minutach marszu odbiłem na Iwaniacką Przełęcz (na którą się dosłownie się wlokłem). Na dół szło mi dużo szybciej (metodą „butowych zjazdów” dotarłem do Schroniska na Hali Ornak). Tam zjadłęm drugie śniadanie, wypiłem kawkę i zszedłem moją ulubioną polską doliną.
W przeciwieństwie do Chochołowskiej, Kościeliską uwielbiam i chyba nigdy mi się nie znudzi. Jak zwykle idąc zrobiłem garść fotek i po około godzinie znalazłem się na wlocie gdzie zaopatrzyłęm się w oscypki. Tam szybka rekonfiguracja na wlot Chochołowskiej metodą improwizowaną (szlak/łąka/las). I to by było  na tyle.
Podsumowując: W końcu pełne zadowolenie. Pogoda mimo złych początków znakomita.
Towarzystwo zacne, czas przejścia całkiem przyzwoity (8 godzin całość dnia pierwszego) i przyjemne zwieńczenie wypadu.
Przy okazji wracając przez Słowację zaopatrzyłem się w to i owo <zapas kofoli>.
Morale więc wzrosło do 100%.
​

1 dzień
Obraz

2 dzień
Obraz

wołowiec.gpx
File Size: 123 kb
File Type: gpx
Pobierz plik


iwaniackaprzełęcz.gpx
File Size: 92 kb
File Type: gpx
Pobierz plik

1 dzień

Dzień 2

Wspierane przez Stwórz własną unikalną stronę internetową przy użyciu konfigurowalnych szablonów.
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Karkonosze i Kaczawskie