Na wypasie czyli: BYK W GALOPIE
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Jastrzębie, Krucze, Stołowe

Wielka Fatra - majówka 2010

Statystyki
Max wyskość
Przewyższenia
Ilość km
Dzień
Ostredok
​1596m
+1499m
​-1044m
19,8km
1 dzień
Rakytov
​1567m
b.d.
b.d.
2 dzień
Relacja
1 dzień
Z początkiem maja udało nam się w końcu zrealizować długo oczekiwany wielko‑fatrzański zamysł. Plan był prosty: przez trzy dni zrobić pętlę łączącą wszystkie najwyższe szczyty pasma. Zapewne tak by się skończyło, ale dziwnym trafem wyszło tak, że większość założeń zrobiliśmy w jeden dzień mniej.
Wędrówkę zaczęliśmy około godziny 9 rano w malowniczo położonym kurorcie Donovaly, leżącym pomiędzy Wielką Fatrą a Tatrami Niżnymi. Ruszyliśmy czerwonym szlakiem w kierunku pierwszego szczytu — Zvolena (1402 m n.p.m.). Pogoda nie zapowiadała żadnych deszczowych niespodzianek, więc bez ociągania skierowaliśmy się ku widocznej w oddali głównej grani.
Pomiędzy Zvolenem a Krížną (1574 m n.p.m.) prowadzi bardzo malowniczy, ale też męczący szlak. Wznosi się tam chyba z dziewięć pomniejszych szczytów, na które trzeba było za każdym razem dość mocno się wspinać. W pewnym momencie znaleźliśmy się nawet niżej niż punkt startowy (Donovaly 980 m n.p.m. – Východné Prašnické Sedlo 920 m n.p.m.) — czysty demotywator.
Na Krížną wdarłem się dosłownie z jęzorem na wierzchu. Ale warto było. Słońce zaczęło przyświecać, ukazując bajkowe pasmo w cudownych barwach. Normalnie zakochałem się w kolejnej Fatrze.
Przed Ostredokiem zrobiliśmy krótki popas, po czym zdobyliśmy ten najwyższy szczyt, a zaraz za nim Suchý Vrch. Schodząc z Suchego, ukazał nam się cel na dziś — Salaš pod Suchým Vrchom.
Mieliśmy szczęście, bo tego dnia nie było żadnych lokatorów. Zaskoczyło nas, jak świetnie ta chatka była przygotowana i wyposażona: trzy prycze, piec z naniesionym drewnem, stół, ławy, podstawowe narzędzia, świeczki, zapałki, garnki — pełen luksus. Na zewnątrz skorzystaliśmy z rusztu i przyrządziliśmy sobie na ciepło kabanosy z przypieczonym chlebem. Wody też nie brakowało — tuż obok biło źródełko.
Tak nasyceni, napojeni, solidnie zmęczeni i w świetnych humorach walnęliśmy w kimono.
2 dzień
Padać zaczęło już pod koniec poprzedniego dnia. Rano jednak — mimo otaczających nas chmur — ruszyliśmy bez deszczu. Celem było dotarcie w rejon Smrekovicy i nocleg w jednym z tamtejszych schronisk.
Po chwili znaleźliśmy się na stokach Ploski, by po niecałej godzinie dojść do Chaty pod Borišovom. Tam spałaszowaliśmy śniadanie i szybko zaatakowaliśmy pobliski Borišov (1509 m n.p.m.). W drodze powrotnej ponownie zahaczyliśmy o schronisko, żeby uzupełnić płyny. Ja wciągnąłem litr kofoli, a Baca browara o wdzięcznej nazwie „bardzo dobre slovenské pivo”. Fajne schronisko, fajni ludzie.
Nie tracąc czasu, ruszyliśmy dalej w kierunku Ploski. Szczyt — jak sama nazwa wskazuje — płaski, a wejście nań, jak to Baca określił, „monotonne”. Na szczycie batonowy zastrzyk energii i w drogę.
Deszcz padał delikatnie tylko przy podejściu na Borišov, więc nie było źle. Pomiędzy Ploską a Minčolem spotkaliśmy sporo ludzi — większość Polaków, z czego jedna grupka zmierzała do Salašu pod Suchým. Przed samym Rakytovem dopadła nas ulewa. Na szczyt (1567 m n.p.m.) wchodziliśmy już bez deszczu, ale membrany nie popisały się i dało się odczuć pewien dyskomfort. Do tego strasznie śliskie błoto.
Na Rakytovskim Sedle dopadła nas konsternacja — szlakowskaz pokazywał trzy kierunki, ale nie ten, którego szukaliśmy (zielonego do Smrekovicy). Ścieżka była wyraźna, więc ruszyliśmy przed siebie. Znaczków brak, ale teren zgadzał się z mapą. Najprawdopodobniej weszliśmy na Tanecnicię (1459 m n.p.m.), a kolejny wierzchołek wzięliśmy za Skalną Alpę. Wg kompasu dobrze, wg odniesienia — źle. Zboczyliśmy w rejon doliny Skalnej.
Próbowaliśmy zawrócić, ale kiedy zorientowaliśmy się, że jesteśmy daleko przed celem, zmieniliśmy plany. Po drodze trafiliśmy na pustą chatkę z dwiema pryczami i piecem, ale wg mapy miało być ich więcej, więc zrezygnowaliśmy — a szkoda, bo kolejne były pozamykane.
Padł więc pomysł, żeby przekimać w Liptovskej Osadzie. Przed samą wioską wymyśliłem jednak, żeby spróbować złapać stopa do Donovalów — bo na następny dzień zostałby tylko asfalt i krótki szlak przez Malý Zvolen i Zvolen do auta.
Wystawiłem palec i za trzecim razem zatrzymał się uczynny Słowak. W 10 minut, przy bardzo sympatycznej rozmowie, wróciliśmy do samochodu.
Na koniec skorzystaliśmy jeszcze z dobrodziejstw góralsko stylizowanej restauracji, gdzie spałaszowałem najsmaczniejszą kwaśnicę pod słońcem — sztuk dwie.
Podsumowując: Zakochałem się w Wielkiej Fatrze od pierwszego wejrzenia i na pewno nie ostatni raz tam zawitam. Słowacy to bardzo zacny i pozytywny naród. Świetna wyrypa — dzięki Baco za nieocenione towarzystwo.

1 dzień
Trasa z: Donovaly | mapa-turystyczna.pl

1  dzień

2 dzień

Ślad_trasy_1_dzień.gpx
File Size: 177 kb
File Type: gpx
Pobierz plik

Z uwagi na to że drugiego dnia pod koniec pobłądziliśmy - brak śladu gpx do pobrania oraz statystyk.
Wspierane przez Stwórz własną unikalną stronę internetową przy użyciu konfigurowalnych szablonów.
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG
  • Jastrzębie, Krucze, Stołowe