Na wypasie czyli: BYK W GALOPIE
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG

Wielka Fatra i Tatry Niżne - sierpień 2022

Statystyki
Max wyskość
Przewyższenia
Ilość km
Dzień
Rakytov
​1567m
+/- 1054 m
plus około +/- 200m na ferracie
17,4km
+ około 1,5km na ferracie
1 dzień
Wielka Chochula
​1753m
+/- 1651m
30,6km
2 dzień
Relacja

Czołem. W dniach 6-7 sierpnia wyjechałem samotnie w słowackie góry. Nocleg zapewniłem sobie w Liptovskiej Osadzie. Od dostępności kwatery w tym terminie zależało gdzie dokładnie wybiorę się na szlak. W ogóle to miałem jechać w góry tydzień wstecz jednak na ten czas nie było kompletnie pogody. Teraz, co prawda zapowiadano przelotne deszcze i zachmurzenie ale co tam – dłużej nie było co czekać.
W sobotę wystartowałem około szóstej by nieco po dziewiątej wylądować na parkingu nieopodal ferrat Dwie Wieże na Wielkiej Fatrze. Już jakiś czas myślałem by odwiedzić to miejsce. Tam niemało już ludzi ale na samych ferratach nie było strasznego tłoku. Kwestią przypadku „dołączyłem” do wspinania do trójki Polaków, tak więc nie musiałem się skupiać na logistyce i kolejności dróg. A te, są tam w skalach trudności do maksymalnie przedostatniej – D. Przyznam, że te trasy z oznaczeniem C i D przyniosły mi niemało frajdy. Strachu nie było, ale momentami pojawił się delikatny dyskomfort. Całość zajęła mi około godziny. Świetne rozpoczęcie dnia i rewelacyjna rozgrzewka przez właściwym chodzeniem.
Około dwóch godzin przed rozpoczęciem doby hotelowej dojechałem do Penzionu Lujza we wspomnianej wcześniej miejscowości. Właścicielka nie zrobiła mi z tego tytułu żadnych problemów i po niedługiej chwili wyruszyłem (już pieszo z wioski) w kierunku doliny Ciepłej.
Jakieś trzy kilometry przed wlotem doliny wystawiłem rękę do nadjeżdżającego pierwszego napotkanego auta. Jak to na Słowacji załapałem się od razu na stopa i po kilku minutach wędrowałem już żółtym szlakiem w kierunku Rakytova.
Początkowo trasa biegła utwardzoną drogą – lasem. Dalej nieco ostrzej do góry. W górnym etapie regli zaczęły pojawiać się pastwiska z krowami. Tam też, przy szlaku stoi obsługiwana utulnia z bufetem (o nazwie Limba). Bez kofoli się nie obyło :-). Do Severnego Rakytovskego Sedla szło się już nieco przyjemniej – więcej widoków. Jednak trochę wyżej wszedłem w mleko. Na samym Rakytovie, zimno, wietrznie i mokro. Na dodatek w drodze powrotnej zaczęło padać. Wracałem tą samą drogą, więc schowałem się na czas deszczu w Limbie. Tam polievka kapustova i kawa. Niezbyt smacznie ale zawsze coś ciepłego wpadło do brzucha. Po ustaniu deszczu, czyli jakichś trzydziestu minutach kontynuowałem schodzenie. Tym razem pieszo już do samej kwatery. Po kąpieli i rozpakowaniu gratów pozwiedzałem jeszcze trochę wieś. 
​Drugi dzień zaplanowany był na dwa warianty – mała pętla przez Starohorskie Hory i Kozi Chrbat i ta sama pętla z konkretną odnogą. Zdecydować miałem przy Hiadelskim Sedle ale wiedziałem już wcześniej, że zrobię dłuższy wariant. W tej opcji miałem odbić na Wielką Chochulę w Tatrach Niżnych a ta od samego rana pokazywała mi się co rusz w całej swojej okazałości. W ogóle pogoda tego dnia była wymarzona na marsz. Nie za ciepło, nie za dużo prażącego słońca i pułap chmur sporo nade mną.
Start na szlaku ósma rano. Odbocka do Korytnice czyli skrzyżowanie w kierunku Korytnicy. Sama miejscowość to jakiś opuszczony kurort z dostępem do wód zdrojowych. Kilka nieczynnych pensjonatów/hoteli. Kilka podupadających (idealnych dla fanów urbexu). No i źródła wody zdrojowej pod altankami z opisanymi imionami. Takie niepilnowane, zaniedbane, ale czynne. Dziwnie to wszystko wygląda.
Spory odcinek niebieskim szlakiem szedłem asfaltem. Potem trasą utwardzoną, delikatnie do góry na sedlo pod Babou skąd „pokazała” mi się Mała Chochula. Na Hiadelskim Sedle zmieniłem barwy na czerwone i odbiłem na właściwy początek głównej grani Tatr Niżnych. Najpierw szedłem lasem. Potem wysoką kosodrzewiną. Następnie powyżej, najstromszym, „łysym” odcinkiem skąd rozpościerała się bardzo ładna południowa panorama. Dalej znów kosodrzewina i pierwszy szczyt – Prasiva 1675 n.p.m. Tu już klimat i otoczenie jak w Tatrach Zachodnich. Widoki odtąd prześliczne. Na wyciągnięcie ręki cała Wielka Fatra, dalsza część Tatr Niżnych, wierzchołki Tatr Wysokich i Małej Fatry, Wielki Chocz w „kapeluszu” z chmur i jego podobny z tej perspektywy niżno-tatrzański Salatin. Głowa kręciła się dookoła. Na Chochuli wylądowałem godzinę przed czasem. Zrobiłem nań chwilę przerwy i odbiłem po własnych śladach na Hiadelskie Sedlo. Stamtąd wciąż czerwonym szlakiem udałem się ostro do góry na Kozi Chrbat -1330m n.p.m. Tu czekała mnie miła niespodzianka. Ten odcinek bowiem był chyba najpiękniejszy tego dnia. Trochę jak w Bieszczadach. Jedna wielka łąka i cały czas panorama 360 stopni. Cudownie. Mimo spadku sił cały czas ładowałem „baterie”. Od szczytu Kecka 1225 zszedłem do lasu i stamtąd – już mozolnie wlokłem się na dół do miejscowości Donovaly. Znów spory odcinek asfaltem. Od pewnego czasu oszczędzałem picie bo jakoś szybko mi ubywało i z wyschniętym gardłem wparowałem do Karczmy, w której kiedyś (dokładnie w majówkę 2010 roku) jadłem najsmaczniejszą kapustnicę. Zamówiłem dwie lane kofole i … kapustnicę. Mój Boże. Nic się nie zmieniło. Niebo w gębie. Zasilony ruszyłem ostatnim etapem czyli kurortem Donovaly i dalej mało uczęszczanym żółtym szlakiem do samochodu. Całość zajęła mi niecałe 9 godzin.  Cudowny dzień. Cały wypad bardzo udany.

1 dzień
Obraz

2 dzień
Obraz

rakytov.gpx
File Size: 90 kb
File Type: gpx
Pobierz plik

wielka_chochula.gpx
File Size: 276 kb
File Type: gpx
Pobierz plik

Dzień 1

Dzień 2

Wspierane przez Stwórz własną unikalną stronę internetową przy użyciu konfigurowalnych szablonów.
  • indeks
  • Strona Główna
  • Menu
  • NEWS
  • Kontakt
  • WYPASY
  • Statystyki
  • Byczy Ekwipunek
  • O BYKU
  • BYCZE ZDOBYCZE
  • BLOG