Zawrat - wrzesień 2007
|
Statystyki
Relacja
Wrześniowego dnia wybraliśmy się z dwoma kumplami na tatrzańską wycieczkę. Plan był ambitny – Morskie Oko z Zakopanego – ale życie szybko go zweryfikowało.
Niebieskim szlakiem z Kuźnic dotarliśmy na Halę Gąsienicową, a następnie nad Czarny Staw Gąsienicowy. Okrążyliśmy jezioro z lewej strony i wyszliśmy nad Zmarzły Staw (1788 m n.p.m.). Początkowo trasa nie sprawiała większych trudności – prowadziła spokojnie do góry. Do czasu. Pierwsze łańcuchy szybko zmieniły charakter podejścia. W letnich warunkach jest to szlak średnio trudny jak na Tatry, jednak my trafiliśmy na wrzesień po pierwszych śniegach. Odcinek od Zmarzłego Stawu do przełęczy był już zaśnieżony, a łańcuchy miejscami oblodzone. Nie wiedziałem wtedy, że w bardziej zimowych warunkach na Zawrat wchodzi się Zawratowym Żlebem. Poszliśmy znakowanym szlakiem i było kilka momentów, w których naprawdę pojawił się dreszczyk. Oblodzone skalne stopnie i częściowo przymarznięte łańcuchy wyglądały tak, jakby mogły puścić w najmniej odpowiednim momencie. Kilka razy trzeba było solidnie pogłówkować, zanim postawiło się nogę. Przy części łańcuchów nie było już sensu ryzykować – z niektórych musieliśmy zrezygnować. Ostatni zakręt pokonaliśmy na tyłkach. Zostało kilkanaście kroków. Zawrat był zdobyty. Łyk herbaty, krótki odpoczynek i ruszyliśmy dalej. Po kilkuset metrach śnieg przykrył znakowany szlak, więc trzymaliśmy się wydeptanej ścieżki. Na zmianę schodząc i zjeżdżając na zadach dotarliśmy pod Kołową Czubę (2105 m n.p.m.). Dalej poszło już bez większych niespodzianek. Zrobiliśmy krótki postój na zdjęcia i kanapkę, po czym zeszliśmy do Doliny Pięciu Stawów. Reszta była już formalnością: Roztoka, asfalt i powrót do Zakopanego.
|
| ||||||||

















