Trzy dni na Ziemi Kłodzkiej - listopad 2011
Statystyki
Max wyskość |
Przewyższenia |
Ilość km |
Dzień |
Śnieżnik 1425m |
1 etap +/-650m 2 etap +705m -215m |
1 etap 13,3km 2 etap 7,4km |
1 dzień |
Orlica 1084m |
1 etap +10m -512m 2 etap +/- 211m 3 etap +/- 175m 4 etap +158/-15m |
1 etap 4,4km 2 etap 8,6km 3 etap 3,1km 4 etap - 1,4km |
2 dzień |
Szczeliniec Wielki 922m |
+32m -177m |
2,1km |
3 dzień |
|
Relacja
Plan był ambitny. 3 dni do dyspozycji i 7 koronnych szczytów do zdobycia. Udało się 6 (z czego i tak się bardzo cieszę).
W dzień zaduszny wstałem o 4 rano i bez zbędnego ociągania ruszyłem moim ścigaczem na zachód. Droga do Bielic zajęła mi 2h50minut. Zostawiłem auto koło leśniczówki umiejscowionej pomiędzy Górami Złotymi, oraz Bialskimi. Pierwszy cel to Kowadło. Pogoda wymarzona na marsz. Zamieniłem słowo z miejscowymi (upewniając się co do miejsca początku szlaku). Wątpliwości miałem ponieważ jest ciut inaczej niźli na mojej mapie. Kiedyś początek szlaku na Kowadło biegł przed leśniczówką. Teraz zaczyna się za - (na miejscu starego jest teren prywatny). Droga na szczyt minęła mi dość szybko. Na górze widoków brak (gdzieniegdzie po trasie są prześwity w stronę gór Bialskich i Śnieżnika). Po niedługim czasie dotarłem znowu nad leśniczówkę. Stamtąd prosto w kierunku Rudawca. Tym razem trasa nieco dłuższa i bardziej monotonna. Początek asfaltem, później cały czas zalesionym terenem. Uwagę przykuwała bez wątpienia Puszcza Jaworowa - ma swój urok. Szczyt Rudawca podobnie jak Kowadło - bez widoków. Powrót tak samo jak poprzednio, po własnych śladach. Na dole wpakowałem się do auta i pojechałem do Międzygórza. Coś około 14 zarzuciłem kotwicę w schronie pod Śnieżnikiem. Tam fasolka, chwila odpoczynku i kierunek - Śnieżnik i zachód słońca. Na szczycie wiało jak cholera. Wszędzie dookoła morza mgieł a z nich wystających kilka "wysep" (Karkonosze, kila pobliskich szczytów oraz Pradziad). Super. Doczekałem zachodu słońća, zrobiłem garść fotek i zszedłem na dół (dość mocno przemarznięty). W schronie kierownik dorzucił mi do pokoju jednego lokatora (całe schronisko wolne :-/), no ale cóż bardzo szybko kładę się spać bo rozmowa z nowym towarzyszem średnio się kleiła. Rano wstajem o szóstej i szybko uciekłem ze schroniska. Wróciłem się jednak (tracąc około 30minut i sporo nerwów), bo u kierownika został mój dowód osobisty. Szef nie miał czasu oddać mi go od razu i stwierdził że da mi go jutro. Uparłem się że ma do mnie wrócić najpóźniej wieczorem, ale ze zmęczenia po prostu sobie zapomniałem. Ech... Zszedłem do auta i skierowałem się w kolejne pasmo czyli Góry Bystrzyckie. Wystartowałem z Przełęczy Spalona. Trasa początkowo biegła ubitą kamienną drogą, po czym zamieniła się w typowy szlak. Przez cały czas aż na Jagodną szło się jak na spacerze po lesie. Monotonnie, bez widoków, z delikatnymi upadami. Gdyby nie słońce, które bardzo fajnie operowało pomiędzy drzewami, to mocno bym się znudził. Na szczycie wyciągnąłem drugie śniadanie i po chwili wszedłem na ambonę z której i tak nic nie widać (miejsce aż prosi się o wieżę widokową). Kolejny cel, to Orlica w górach Orlickich. Szlak z drogi krótki i .... leśny. :-) Szczyt umiejscowiony jest poza szlakiem - trzeba odbić na nieznakowaną ścieżkę (dość łatwo znaleźć). Na górze zero widoków. Zapomniałem napisać, że już od zejścia ze Śnieżnika zacząłem odczuwać ból kolana, ale byłem przekonany, że szybko ustąpi. Kiedy wystartowałem z Karłowa w kierunku Szczelińca (schodkami) już nie byłem tego taki pewien. Jakoś dotarłem na górę i władowałem się do schroniska. Tym razem jednak pozytywne zaskoczenie. Budynek schludny, czysty i urządzony ze smakiem, w tle brzęczy nastrojowa muzyka, obsługa bardzo uczynna i sympatyczna (serdecznie pozdrawiam i dziękuję za końską maść :-). Po rozpakowaniu się, zrobiłem mały rekonesans na wierzchołek Szczelińca i wróciłem na kawkę. Przez zmierzchem uderzyłem tam jeszcze raz pocykać trochę fotek zachodzącemu słońcu. Nazajutrz wczesna pobudka (jak zwykle), żeby zdążyć na wschód. Ze wschodu jednak nici. Chmury zniweczyły moje plany, tak więc wróciłem do schronu i na spokojnie zrobiłem pakowanie, zjadłem śniadanie i ruszyłem w dalszą drogę. Na dół zszedłem popularną ścieżką, która niestety kończy się schodami. Tu zaczęły się dosłownie "schody" :-) Do auta dotarłem umęczony, nie mając już złudzeń, że Góra Kłodzka zostanie mi na inny raz. 1 dzień
2 dzień
|
Dzień 1Dzień 2
Dzień 3
3 dzień
|
|
| ||||
|
| ||||
|
| ||||

















































